Przejdź do zawartości

Blog:Jak przekonać prawicę do społeczności LGBT?

Z MruczekWiki

Jak przekonać prawicę do społeczności LGBT?
9 czerwca 2026 | Kenex


Gdy patrzę na konflikty polityczne w Polsce, widzę klasyczną pułapkę skupiania się na stanowiskach.

Wyobraźmy sobie parę, która postanawia wyjechać na wspólne wakacje w Polsce. Szybko okazuje się, że on chce jechać nad morze, a ona – w góry. Kiepska sytuacja prawda? Ale można podejść do tego inaczej. Zamiast skupiać się na stanowiskach, zorientować się w potrzebach obu stron. On wybiera morze, ponieważ chce się opalać i pluskać w wodzie. Ona wybiera góry dla szlaków i ładnych widoków. Wiedząc to, można znaleźć rozwiązanie, które zadowoli obie strony – jezioro w górach.

Podobnie jest na przykład w polskiej debacie na temat społeczności LGBT. Znowu skupiamy się na stanowiskach, przez co możemy się kłócić bez końca. Ja – zamiast tego – proponuję inne podejście. Zajrzyjmy do psychiki zwolenników prawicy i lewicy. Spróbujmy zrozumieć, skąd biorą się te różnice zdań. I jak znaleźć rozwiązanie satysfakcjonujące obie strony.

Gatunki ultraspołeczne

Wiele zwierząt zasługuje na miano społecznych tzn. takich, które żyją w grupach lub stadach. Ale niewiele z nich osiągnęło wyższy poziom i stało się ultraspołeczne – żyjące w bardzo dużych grupach mających określoną strukturę wewnętrzną, co pozwala im czerpać korzyści z podziału pracy. Przykładem struktur ultraspołecznych są roje pszczele albo gniazda mrówek. Ich członkowie są podzieleni na kasty, które mogą pełnić funkcje żołnierzy, zwiadowców albo opiekunek.

Biolodzy Bert Hölldobler i E. O. Wilson na podstawie wielu badań wyróżnili pewne cechy wspólne gatunków ultraspołecznych. Są to:

  1. Potrzeba obrony wspólnego gniazda, w którym znajduje się pożywienie dla mieszkańców
  2. Konieczność karmienia młodych przez długi czas
  3. Konflikty międzygrupowe

Bycie gatunkiem ultraspołecznym wydaje się bardzo adaptacyjne. Gatunki owadów żyjących w koloniach stanowią około 2% wszystkich gatunków owadów. Dzięki korzyściom płynącym ze współpracy i podziału zadań, w krótkim czasie zajęły najlepsze miejsca do żerowania i rozmnażania się. Wypchnęły konkurentów na gorsze tereny, a same zmieniły większość ekosystemów na Ziemi, na przykład umożliwiając ewolucję roślin kwitnących, które muszą być zapylane. Patrząc na łączną masę, owady ultraspołeczne stanowią ponad połowę wszystkich owadów na Ziemi!

Jeśli pomyślisz w tym momencie o ludziach, zauważysz pewne cechy wspólne. Nasi przodkowie również byli istotami terytorialnymi, którzy zakładali gniazda (1) w jaskiniach. Ich młode przez długi czas były niesamodzielne i wymagały stałej opieki (2). Dla naszych przodków zagrożenie stanowiły obce grupy, które mogły chcieć przejąć okoliczne zasoby (3). Ludzie ewoluowali więc w warunkach, które sprzyjały wykształceniu się cech ultraspołecznych. W krótkim czasie opanowaliśmy całą Ziemię, przekształcając ekosystemy wedle naszych potrzeb oraz spychając inne ssaki na margines.

Jesteśmy jednak jedynym gatunkiem ultraspołecznym wśród naczelnych. Nasi bliscy krewni, szympansy, nie zakładają wspólnych gniazd, a o współpracy też trudno u nich mówić. W ich stadach panują nieustanne walki o zasoby. Przykładowo po polowaniu szympans musi użyć siły, by dostać coś większego dla siebie. Jak stwierdził Michael Tomasello, ceniony badacz szympansów – „to nie do pomyślenia, abyśmy kiedykolwiek zobaczyli dwa szympansy niosące razem kłodę drewna”.

Zupełnie inaczej zachowują się ultraspołeczne owady, które są doskonale przystosowane do współpracy. Gdy zachodzi taka potrzeba, pszczoły oraz mrówki są gotowe oddać życie za swoją kolonię. A jak jest z ludźmi?

Utrzymać grupę i pokonać inne grupy

Jesteśmy potomkami długiej linii zwycięzców w niekończących się igrzyskach życia społecznego, gdzie używając siły, sprytu i manipulacji staraliśmy się zagarnąć jak najwięcej dla siebie. Ale mamy też młodszą powłokę psychiczną. Ultraspołeczną, grupolubną, odkładającą prywatne interesy na bok i nastawioną na obronę gniazda.

Nasza dwojaka natura, gdzie z jednej strony przypominamy samolubne szympany, ale z drugiej strony drużynowe pszczoły, rodzi pewien problem do rozwiązania. By skutecznie rozwijać i bronić gniazdo, poszczególni członkowie muszą ze sobą współpracować i być gotowi do poświęceń. Ale bywamy też egoistyczni. Mamy problem z pasażerami na gapę, którzy chcą czerpać korzyści ze współpracy, ale jednocześnie zagarnąć jej owoce dla siebie. Tym co miało tłumić egoizm jednostek, była moralność

Plemię będące sprawnie zorganizowane, z członkami ufającymi sobie wzajemnie oraz dobrze współpracującymi, będzie wygrywało wojny z mniej spójnymi plemionami i tym samym ma większe szanse na przekazanie swoich genów dalej. Plemiona gorzej zorganizowane albo zostawały zmiecione z powierzchni ziemi, albo poprzez kontakt przyswajały nowe praktyki. W ten sposób najszybciej rozrastały się te społeczności, które miały najskuteczniejsze zasady moralne.

Z pokolenia na pokolenie w mózgach naszych przodków rozwijały się mechanizmy, które kazały sprawiedliwie się dzielić, troszczyć o członków społeczności, być lojalnym wobec grupy oraz słuchać przywódców.

Moralność jako oczywista oczywistość

Moralność to więc ewolucyjny spadek po naszych przodkach, który zwiększał spójność grup, a tym samym ich skuteczność. Jonathan Haidt, psycholog zajmujący się psychologią moralności, w książce „Prawy umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka?” przedstawił szereg dowodów na to, że ludzie w ciągu ułamka sekundy są w stanie ocenić, czy dane postępowanie jest dobre czy złe. Gdy jednak prosimy ich o uzasadnienie, muszą się nad nim zastanowić. Ich mózg już wie, że coś jest naganne i godne potępienia. Ale jeszcze nie wymyślił argumentów, które dobrze by brzmiały dla słuchacza. Czasami u osób badanych udawało się wywołać osłupienie moralne – stan, gdy osoba oceniała coś jako złe, ale nie potrafiła tego w żaden sposób uzasadnić. 

Nasz umysł nie przypomina roztropnego badacza, który racjonalnie waży argumenty za i przeciw. Bliżej mu do adwokata albo rzecznika prasowego, który ładnie uzasadnia decyzję, która już została podjęta. Psycholog społeczny Tom Gilovich na ten temat sformułował bardzo prostą zasadę.

Gdy chcemy w coś wierzyć, zadajemy sobie pytanie „Czy mogę w to uwierzyć?”. Następnie szukamy dowodów potwierdzających słuszność tego przekonania. Jeśli znajdziemy chociaż jeden pseudopowód, możemy odetchnąć z ulgą. Mamy uzasadnienie na wypadek, gdyby ktoś nas o to zapytał. Natomiast gdy nie chcemy w coś wierzyć, zadajemy sobie pytanie „Czy muszę w to uwierzyć?”. Następnie szukamy informacji sprzecznych z niechcianym przekonaniem. Jeśli znajdziemy chociaż jeden powód, by w nie powątpiewać, możemy z ulgą je odrzucić.

Prawdopodobnie uważasz, że Twoje poglądy są wynikiem życiowej mądrości, ale Twój mózg, ukształtowany przez setki tysięcy lat ewolucji oraz wiele lat wychowania w danym środowisku, podjął tą decyzję za Ciebie. Twoją rolą było znalezienie argumentów za tym, co podpowiadała Tobie intuicja. Jonathan Haidt w swojej pracy badawczej był zainteresowany tym, co podpowiada ludziom intuicja, dlaczego im to podpowiada i skąd takie różnice między ludźmi. Po tysiącach godzin podróży w różne zakamarki świata i odbyciu setek rozmów, sformułował 6 kodów moralnych. Są to Troska, Sprawiedliwość, Wolność, Lojalność, Autorytet i Czystość.

Moralność lewicy kontra moralność prawicy

We współczesnych realiach zrodził się ciekawy podział. Zamożne, wielkomiejskie, wykształcone społeczeństwa Zachodu odeszły od zasad Lojalności, Autorytetu i Czystości. Uważają, że jest to prywatna sprawa każdego człowieka, której nie powinno się narzucać. Będą skłaniać się ku partiom lewicowym, które uważają, że każdy człowiek zasługuje na godne życie (Sprawiedliwość), ochronę przed krzywdą (Troska) oraz Wolność w kierowaniu swoim życiem. Jednak gdy udamy się na Wschód albo do mniej zamożnej prowincji, odkryjemy, że dla ich mieszkańców wszystkie 6 zasad jest ważne, a ich odrzucenie zostanie uznane za niemoralne. W polityce wybiorą raczej prawicową partię, która zadba także o takie sprawy jak wierność własnemu narodowi (Lojalność), szacunek dla tradycji (Autorytet) oraz karanie za zachowania wzbudzające obrzydzenie (Czystość).

Zwolennicy lewicy widzą społeczeństwo jako zbiór pojedynczych jednostek, co – w historii naszej cywilizacji – jest stosunkowo świeżym spojrzeniem. Prawica jest wierna spojrzeniu naszych przodków. Nadal widzi ludzi przede wszystkim jako członków roju, którzy muszą ograniczyć swój egoizm i być gotowi do obrony swojego gniazda przed innymi rojami. Dobro pojedynczej jednostki ustępuje dobru grupy jako całości.

Ale nie tylko środowisko ma wpływ na uznawane kody moralne. Okazuje się, że ogromne znaczenie mają geny. Bliźniaki jednojajowe, wychowywane w zupełnie różnych środowiskach, jako dorosłe i tak mają bardzo zbliżone poglądy polityczne. Peter Hatemi przebadał 13 tys. Australijczyków i wykazał, że prawica i lewica różnią się istotnie poziomem wydzielania serotoniny i glutaminianu. Prawicowe mózgi reagują intensywniej na wszelkie niebezpieczeństwa, a także zarazki czy chociażby hałas. Inne badanie rok wcześniej wykazało, że lewicowe mózgi są z kolei bardziej otwarte na nowe doświadczenia. Chętniej nawiązują nowe znajomości, poznają nowe ideologie, są bardziej ciekawe nowych kultur.

Więzi społeczne

Wyedukowane społeczeństwa zachodu podchodzą do relacji społecznych jak do kontraktu biznesowego. Utrzymują je tak długo, jak przynoszą im osobiste korzyści. Gdy partner życiowy ich rozczaruje, po prostu się z nim rozstają. To jednak sprawia, że trudno polegać na innych. Cały czas istnieje ryzyko, że jak coś pójdzie nie tak, druga strona uzna relacje za nieopłacalną i zostawi nas samych sobie. Natomiast konserwatysta, nawet jeśli się na kogoś wkurzy, kod lojalności każe mu zostać i spróbować zaradzić sytuacji.

Politolodzy Robert Putnam i David Campbell w książce „American Grace: How Religion Divides and Unites Us” (Amerykańska łaska. Jak religia nas jednoczy i dzieli) wykazali, że „religijni Amerykanie są lepszymi sąsiadami i lepszymi obywatelami niż niereligijni mieszkańcy Stanów Zjednoczonych. Są bardziej hojni, chętniej ofiarowują swój czas i pieniądze – zwłaszcza na pomoc potrzebującym – są też bardziej aktywni w życiu swoich społeczności”. Ale jak się okazało, nie o samą religijność tu chodzi, a o stopień zaangażowania w relacje ze współwyznawcami. Osoby religijne, najczęściej konserwatywne, po prostu bardzo dbają o swoją grupę. A bycie z silnie zintegrowanej grupie wydaje się dawać tyle dobra, że ono aż promieniuje na zewnątrz!

Jeśli jesteś zwolennikiem lewicy, pewnie dziwi Cię, że prawica widzi apokalipsę w rozwiązłym stylu życia, dużej liczbie rozwodów, braku ślubów kościelnych oraz opuszczaniu rodziny po wejściu w dorosłość. Ale spójrz na to jak na mechanizm ewolucyjny, który pomagał naszym przodkom budować zintegrowane społeczności, w których poszczególni członkowie ufali sobie wzajemnie i byli gotowi nieść pomoc. To właśnie moralność konserwatywna, zawierająca w sobie kody Lojalności, Autorytetu i Czystości sprzyja tworzeniu głębokich więzi „na dobre i na złe”, o których wielu z nas marzy. Religia, którą lewica widzi jako zacofany zbiór zabobonów, w rzeczywistości jest narzędziem, które pomaga budować stabilne społeczeństwo. Nie musisz się martwić, że zostaniesz sam. Twój partner przysiągł przed Bogiem, że nie opuści Cię aż do śmierci.

Nie patrz na konserwatyzm jak na prostackie zacofanie podyktowane lękiem przed postępem. Konserwatyści nie walczą przecież z telewizją albo Internetem. Podnoszą alarm wtedy, gdy obawiają się, że wprowadzone zmiany zniszczą instytucje i tradycje, które stanowią naszą tkankę społeczną (np. rodzinę, wspólnotę religijną). Jak stwierdził historyk Samuel Huntington „gdy zagrożone są fundamenty społeczeństwa, ideologia konserwatywna przypomina ludziom o konieczności istnienia pewnych instytucji i o zaletach tych, które istniały do tej pory”.

Jak przekonać prawicę do społeczności LGBT? (nareszcie!)

Mam nadzieję, że w tym miejscu zaczynasz rozumieć, dlaczego prawicowi politycy często pokazują LGBT jako „zagrożenie dla tradycyjnej rodziny” oraz dlaczego jest to tak skuteczne. Mniejszości seksualne są niestety dobrą ofiarą takiej retoryki, ponieważ drażnią kod Czystości. Lewica, widząc społeczeństwo jako zbiór autonomicznych jednostek, uważa za niesprawiedliwe, by część obywateli nie miała prawa być z kimś, kogo kocha (Sprawiedliwość). Współczuje im, gdy słyszy, że wśród nastolatków LGBT kilkakrotnie więcej z nich ma myśli samobójcze w porównaniu do heteroseksualnych rówieśników (Troska). Nie chce też, by państwo wtrącało się w to, kto z kim sypia (Wolność).

Prawica nie mówi tym argumentom „nie”. Ale zapala jej się ostrzegawcza lampka, ukształtowana przez ewolucję, która ostrzega przed kolejną zmianą społeczną osłabiającą spójność grup. Jeżeli próbujesz przekonać prawicę odwołując się do Sprawiedliwości, Krzywdy czy Wolności, będziesz wykonywać syzyfową pracę, słysząc za każdym razem „no tak, ale…”. Odwołując się do lewicowej moralności możesz przekonać tylko lewicę, czyli już przekonanych.

Haidt w wywiadzie dla Gazeta.pl podał przykład kampanii społecznej ze Stanów Zjednoczonych z roku 2012, która uwzględniła współczesną wiedzę psychologiczną. Stworzyła przekaz, który skutecznie przekonał wielu Amerykanów do małżeństw homoseksualnych. W jednym ze spotów przywódca religijny mówił mniej więcej tak: „Jestem przewodniczącym 1. Luterańskiego Kościoła Jezusa Chrystusa. Jako chrześcijanin wierzę, że Bóg uczył nas, byśmy się wzajemnie miłowali. A to oznacza miłość do wszystkich. Gdy dowiedziałem się, że mój syn jest gejem, najpierw byłem smutny. A potem, gdy rozmyślałem o naukach Chrystusa, zrozumiałem, że to moje wyzwanie – nadal go kochać”. Albo inny spot, grupa strażaków mówi: „W naszej jednostce wszyscy jesteśmy gotowi oddać życie za kolegę. Jesteśmy drużyną. Nie obchodzi nas, jaki kto ma kolor skóry, jeśli jest w naszej drużynie, to jest naszym bratem. Gdy dowiedzieliśmy się, że Bill jest gejem, nie obchodziło nas to. Bo wiedzieliśmy, że odda za nas życie tak, jak my oddalibyśmy za niego”.

Mieliśmy więc ludzi mówiących o lojalności wobec grupy, zobowiązaniach rodzicielskich i służbie. Nagle tolerowanie homoseksualizmu przestało być zagrożeniem dla spójności grupy, a stało się czymś, co tą spójność zwiększa. Warto też spojrzeć na ciekawą myśl niektórych prawicowych think-tanków. Doszły one do wniosku, że lewica zniechęca się do instytucji małżeństwa, ponieważ wyklucza ona zbyt dużo ludzi. Dlatego aby zatrzymać ten trend, rekomendowały zalegalizowanie małżeństw homoseksualnych.

Na sam koniec

Osobiście marzę o polityce, w której przestaniemy okopywać się w obozach i wzajemnie zwalczać. Zamiast tego wolałbym konstruktywny dialog, prowadzony z poszanowaniem obu stron. Zdaję sobie sprawę, że to raczej nierealistyczna utopia, ale życzliwa próba wzajemnego zrozumienia to klucz do merytorycznych rządów. Żeby zamiast tekstów pokroju „Słychać wycie? Znakomicie!” usłyszeć „Och, obawiacie się tego? Usiądźmy i porozmawiajmy o tym.”

Sam kiedyś myślałem, że konserwatyzm jest szkodliwym hamulcowym postępu i powinno się go zwalczać. Dopiero Jonathan Haidt w swojej książce uświadomił mi, że się myliłem. Jego książka „Prawy umysł” jak dla mnie mogłaby być lekturą szkolną. Pozycja obowiązkowa!

Literatura

  • Haidt, J. (2014). Prawy umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka?

Zobacz też