Blog:Do kogo mówi PiS, a do kogo PO?
Do kogo mówi PiS, a do kogo PO?
10 czerwca 2026 | Kenex
Podczas gorących dyskusji politycznych zauważyłem, że zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy PiS, mają bardzo mylne zdanie o drugiej stronie. Przyjrzyjmy się najpierw temu, co o polskiej mentalności mówią badania, a później sprawdźmy, jakie interesy zaspokajają poszczególne siły polityczne.
Polskie narzekanie
Możesz myśleć, że narzekający Polacy to jedynie krzywdzący stereotyp, ale naukowcy wzięli ten temat na tapetę i okazało się, że Polacy rzeczywiście wyjątkowo często narzekają. Bogdan Wojcieszke uknuł nawet pojęcie „kultury narzekania”. Przy czym nie jest do końca jasne, czy Polacy w głębi serca rzeczywiście są tak niezadowoleni, czy narzekają, bo mają takie normy.
W 2003 roku Szymków, Wojciszke i Baryła przeprowadzili bardzo ciekawe badanie. Polacy oglądali filmy, które przedstawiały rozmowy dwóch osób. Następnie widzowie mieli ocenić te osoby oraz sytuację. Aktorzy, którzy narzekali na tematy typowe dla polskiego narzekania, byli postrzegani jako mądrzejsi oraz bardziej szczerzy. W dodatku badani twierdzili, że rozmowa, w której obie osoby narzekają, jest najbardziej ciepła i ma szansę być dalej kontynuowana. Wygląda więc na to, że psioczenie na rzeczywistość jest dla nas tym samym, czym dla Brytyjczyków są rozmowy o pogodzie, a dla Amerykanów rozmowy o pochodzeniu. Sposobem na podtrzymanie rozmowy oraz budowy więzi.
Być może zastanawiasz się, które tematy są „typowe dla polskiego narzekania”. Gdy pytamy Polaków o zadowolenie z relacji w rodzinie, z przyjaciółmi albo ze współpracownikami, przeważnie deklarują wysoki poziom. Ale jeśli pytamy ich o ogólne rzeczy – jak sprawiedliwość systemu, uczciwość ludzi albo jakość polityki – ślą najgorsze epitety. Wydaje się, że jeśli coś jest abstrakcyjne i trudne do zmierzenia w społeczeństwie, Polacy automatycznie zakładają, że jest do niczego.
Polska nieufność
W Europejskim Sondażu Społecznym z 2016 roku zmierzono poziom zaufania społecznego w poszczególnych krajach Unii Europejskiej. Sprawdzamy go, zadając pytania w stylu – „Ogólnie mówiąc, czy uważasz, że większości ludzi można ufać, czy raczej należy być ostrożnym w kontaktach z ludźmi?”, „Czy uważasz, że większość ludzi próbowałaby Cię wykorzystać, czy raczej próbowałaby być uczciwa?” itp. Najniższy poziom zaufania osiągnęło pewne państwo w Europie Środkowej. Tak. Mówię o Polsce.
Polacy nie mają dobrego zdania o społeczeństwie. Przeważnie zgadzają się ze stwierdzeniami, że uczciwi tylko na tym tracą, dobre czyny nie zostają nagrodzone, a powodzenie w życiu bardziej zależy od rozpychania łokciami niż od zasług. W świecie pełnym łotrów wyjątkiem jest najbliższa rodzina oraz przyjaciele. Dla nich robimy wyjątek i obdarzamy ich ufnością. Marketingowcy doskonale wiedzą, że dobre relacje z rodziną są dla nas bardzo ważne. Dlatego w reklamach majonezu widzimy spotkanie rodziny przy stole, podczas którego wszyscy są szczęśliwi. To dobry sposób, by wywołać miłe skojarzenie z promowanym majonezem.
Niskie zaufanie społeczne rodzi niestety wiele problemów. Pomyśl tylko. Jeśli uważasz, że ludzie generalnie spróbują Cię oszukać, ciężko przekazać pieniądze na organizację charytatywną – „pewnie sami nakradną, a potrzebującym rzucą ochłapy”. Więc może lepsze są podatki? Wolne żarty! „Politycy się nachapią, a państwo nadal będzie kiepsko działać!”. Zapewne zauważasz w swoim życiu, że dla wielu Polaków kombinowanie w nieuczciwy sposób jest powodem do dumy. Czasami aż głupio przyznać się do swojej uczciwości. Nie chcemy być postrzegani jako frajerzy, którzy tracą okazję.
Nieufność społeczna oznacza również straty dla biznesu. Firmy zawierające transakcje handlowe są bardzo podejrzliwe, przez co ponoszą koszty wzajemnego kontrolowania się. Urzędnicy państwowi, nie ufając przedsiębiorcom, każą im się spowiadać z każdej złotówki. A jak znajdą w papierach jakiś błąd, od razu zakładają, że znaleźli dowód oszustwa – a nie po prostu zwykłego roztargnienia albo niewiedzy. Przedsiębiorcy z kolei sądzą, że państwo ich terroryzuje, szuka jakiegokolwiek haka, żeby zabrać im pieniądze i zapewnić premię urzędnikom. To samonapędzające się koło wzajemnej nienawiści.
Można inaczej? Można. W tym samym Europejskim Sondażu Społecznym kraje skandynawskie osiągnęły bardzo wysoki poziom zaufania społecznego. Mieszkańcy Danii, Norwegii, Szwecji i Finlandii generalnie ufają sobie wzajemnie. Prawdopodobnie to jeden z powodów, dlaczego tam jest takie poparcie dla pomocy finansowej ze strony państwa oraz organizacji pozarządowych. Obywatele ufają, że osoby proszące o pomoc rzeczywiście jej potrzebują.
Nie do pomyślenia w Polsce. W badaniach fokusowych, gdzie prowadzi się szczegółowe wywiady z badanymi, polscy zwolennicy państwa opiekuńczego przeważnie kierują się własnymi interesami. Zdają się mówić: „Skoro politycy tyle kradną, to niech chociaż się podzielą”. Dużo o polskiej polityce mówi tytuł raportu Sadury i Sierakowskiego – „Polityczny cynizm Polaków”. Sam raport zresztą też jest niczego sobie. Polecam.
Polska niechęć do bogaczy
Jeśli jesteś bogatą osobą mieszkającą w Polsce, to… lepiej się tym nie chwal. Ludzie odnoszący sukcesy w biznesie są u nas postrzegani jako niemoralni i nieuczciwi. Sądzimy, że jeśli ktoś ma na koncie dużo pieniędzy, to zapewne wcześniej te pieniądze zdobył w nieetyczny sposób. Być może dlatego najbogatsi Polacy wydają się stosunkowo cichą grupą, która swoim dostatkiem cieszy się z dala od mediów. Głośno jest o tych, którzy są bogaci dzięki byciu celebrytą, bo nie mają większego wyboru.
W 2007 roku Wojciszke i Mikiewicz poprosili Polaków, by ocenili w skali od 1 do 7, jak powodzi się ekonomicznie danym grupom społecznym, oraz jak się powinno im powodzić, żeby było sprawiedliwe. Spójrz na poniższą tabelę z wybranymi przykładami.
| Grupa | Jak jej się powodzi (1-7) | Jak powinno (1-7) |
|---|---|---|
| Politycy | 6,36 | 2,92 |
| Mafia | 6,26 | 1,61 |
| Bankowcy | 5,89 | 4,32 |
| Księża | 5,75 | 3,52 |
| Rzemieślnicy | 3,65 | 5,21 |
| Rolnicy | 2,93 | 5,41 |
| Górnicy | 2,87 | 5,24 |
Wedle Polaków bogactwo w naszym kraju jest rozdzielone bardzo niesprawiedliwie. Kiepsko powodzi się tym, którzy zasługują na znacznie więcej, a dobrze powodzi tym, którzy powinni mieć mniej.
Nie jesteśmy jedynym krajem, który ma podobnie. Ze stwierdzeniem, że „bogactwo to wynik korupcji i wykorzystywania znajomości” zgadzają się często także mieszkańcy Węgier, Czech, Estonii i Rosji. Nie można tego tłumaczyć wyłącznie biedą albo rzeczywistą korupcją, bo system społeczny chwalą sobie mieszkańcy Boliwii. Przekonanie o niesprawiedliwości świata, w którym bogaci stają się ci, którzy na to nie zasługują, wydaje się cechą typową dla naszego regionu geograficznego.
Być może zastanawiasz się, dlaczego w takim razie nie ma w Polsce polityki stawiającej na drastyczne zmniejszenie nierówności społecznych (np. silnej progresji podatkowej). Polacy zdają się nie wierzyć w to, że systemowo da się zaradzić temu problemowi. Nie ufamy innym ludziom, a więc także politykom. Nie ufamy organizacjom, a więc także państwu.
Polskie „jakoś to będzie” i „być ludzkim człowiekiem”
W Polsce podejście do zasad jest bardzo luźne. Zgodzi się z tym każdy, kto kierował na polskich drogach samochodem. Ograniczenie prędkości traktujemy tylko jako pewną wskazówkę, której nie musimy się słuchać (i zwykle jej nie słuchamy). Wystarczy jednak udać się za zachodnią granicę, by doświadczyć czegoś niezwykłego. Niemcy – w zdecydowanej większości – przestrzegają ograniczeń prędkości! Jeśli znak każe jechać 60, to będą jechać 60. W Niemczech jest powszechne przekonanie, że łamanie zasad doprowadzi do chaosu, w którym każdy sam zdecyduje, co mu wolno, a co nie. Polacy wolą kierować się czymś, co nazywają „zdrowym rozsądkiem”. Na bieżąco oceniają, czy dana zasada jest słuszna, czy nie. W dodatku zasady traktują jako coś podlegającego negocjacjom. Na papierze jest napisane jedno, ale w rozmowie ustalają coś innego. W Niemczech zaś sądzi się, że odpowiedzialni obywatele postępują zgodnie z prawem. Są dzięki temu godni zaufania, a życie społeczne urządzone jest sprawiedliwe.
Psycholodzy międzykulturowi, gdy opisują różnice w mentalności europejskich państw, często stosują skalę składającą się z dwóch osi. Pierwszą z nich jest efektywność społeczna. Aby ją zrozumieć, warto przyjrzeć się serialowi dla dzieci „Tomek i przyjaciele”. Opowiada on o losach żyjących lokomotyw, które przewożą pasażerów. Lokomotywy muszą być przy tym użyteczne i dobrze wywiązywać się z obowiązków. W innym przypadku trafią na złom! Być może niepokoi Cię, że bajka dla dzieci wydaje się promować tak „bezduszne” wartości, ale w Wielkiej Brytanii, czyli z kraju, z którego ona pochodzi, nie ma w tym nic dziwnego. Społeczeństwo brytyjskie jest bardzo przywiązane do użyteczności, gdyż cechuje się wysokim poziomem efektywności społecznej. Składają się na nią takie wartości jak planowanie z wyprzedzeniem, skupianie się na pracy, przestrzeganie zasad i punktualność. Mało polskie, prawda? Ano mało. Bo Polska ma niski poziom efektywności społecznej. Naszym rodakom bliższe jest podejście „jakoś to będzie”, które charakteryzuje m.in. Słowenię, Grecję, Węgry i Rosję.
„Tomek i Przyjaciele” nie jest serialem pasującym do polskich realiów. Znacznie bliższa nam jest rosyjska kreskówka „Parovozik iz Romashkova” (Pociąg z Romashkova), która również przedstawia losy lokomotywy. Tylko że w niej główny bohater po drodze ratuje ptaki, przez co się spóźnia. Ale to nic, ponieważ mamy wrażenie, że postępuje miłosiernie i jest sympatyczną maszyną. Dla Polaków ważną wartością jest humanizm, czyli dbanie o dobre relacje z innymi ludźmi. W naszej kulturze funkcjonuje powiedzenie „być ludzkim człowiekiem”, czyli okazywać litość, wybaczać krzywdy oraz rozumieć cudze kłopoty. To nieładnie w Polsce zwolnić pracownika, który przyszedł pijany do pracy. Znacznie moralniej jest dać mu reprymendę, po czym przebaczyć i dać drugą szansę. „Bądź pan człowiekiem” – mówi wiele podwładnych do swoich szefów, gdy coś przeskrobią lub czegoś nie dopilnują.
Gdy przygotowuję ten tekst, na świecie szaleje pandemia koronawirusa SARS-CoV-2. Mogę przy tym obserwować polskie podejście do konsekwencji. Gdy piszę te słowa, na policjantów w Internecie wylewa się hejt, ponieważ… wręczają mandaty osobom łamiącym zasady społecznej izolacji. Dla Polaków to może rzeczywiście być wstrząsające, bo nasza norma kulturowa nakazuje przebaczać – dlatego na co dzień interwencje policji często kończą się jedynie pouczeniem.
Nie myśl jednak, że efektywność społeczna i humanizm sobie przeczą. Kraje skandynawskie charakteryzują się wysokim poziomem obu wskaźników. Można chcieć być zarówno użytecznym, jak i miłym. Jako przeciwieństwo humanizmu stawia się asertywność – twardą walkę o prywatne interesy, nawet jeśli oznacza narażenie się na wrogość otoczenia. Wysoką asertywnością cechują się Hiszpania, Włochy, Niemcy, Austria i oczywiście Stany Zjednoczone. To stamtąd przychodzi do nas przekaz, że mamy przeciwstawiać się innym ludziom, którzy ograniczają nasz rozwój. To amerykańska kultura radzi, by mieć „dystans do siebie” – nie przejmować się przykrymi uwagami ze strony innych. Są to wskazówki niewątpliwie sprzeczne z polską normą humanizmu. Aczkolwiek do młodych Polaków zdają się trafiać. W końcu dzieci oglądają głównie bajki zachodnie, więc przesiąkają zachodnią mentalnością. Pokolenie współczesnych dzieci i młodzieży jest bardziej bezpośrednie od swoich rodziców oraz skupione na osobistym sukcesie. Moglibyśmy więc powiedzieć, że charakteryzuje się niższym humanizmem. Dlatego może być widziane przez starszych jako „egoistyczne” (osobiście często słyszę narzekania na samolubną młodzież).
W Polsce nadal mamy tęsknotę za bogatym Zachodem, do którego chcemy dołączyć. Jednak z drugiej strony Zachód funkcjonuje na zasadach, które nie zawsze nam pasują. To dlatego w Polsce obserwuje się pozornie paradoksalną zależność, gdzie z jednej strony jesteśmy zdecydowanie za pozostaniem w Unii Europejskiej (85% wg. CBOS w 2016), a z drugiej strony duże poparcie mają partie, które Unię Europejską mocno krytykują. Chcemy być bogaci jak Zachód, ale niekoniecznie myśleć jak Zachód. Jednych to ucieszy, innych nie, ale mentalnie naprawdę znacznie bliżej nam do Rosji niż Niemiec.
| Kultury Europejskie | Niska efektywność społeczna | Wysoka efektywność społeczna |
| Humanizm | Rosja, Gruzja, Polska, Słowenia, Portugalia | Irlandia, Szwecja, Dania, Finlandia, Holandia |
| Asertywność | Węgry, Włochy, Grecja, Hiszpania | Francja, Wielka Brytania, Austria, Niemcy |
Kurs zachodni czy swojski?
Platforma Obywatelska jest uosobieniem naszych aspiracji, by dołączyć do Zachodu. Przez osiem lat rządów robiła wiele, by zintegrować nasze życie publiczne z życiem unijnym. Taka integracja napotykała jednak wiele przeszkód, które wynikają z dużych różnic mentalnych. Elity powiązane z Platformą Obywatelską zdawały się tego nie dostrzegać. Wydawało im się, że wystarczy dać Polakom odpowiednio dużo czasu i staną się przykładnym narodem zachodnim. Bardzo się przeliczyły.
Prawo i Sprawiedliwość po przegranej w 2007 roku przez kolejne wybory ponosiło klęski. Nie mogło wrócić do rządzenia i lądowało raz za razem jako najsilniejsza partia opozycyjna. Jednak członkowie partii wyciągnęli z tego wnioski i zwrócili się w stronę ekspertów. W oparciu o dane PiS przyjęło strategię, która jest bardzo skuteczna.
PiS zaczął wyraźniej akcentować swoją prawicowość obyczajową oraz lewicowość gospodarczą, co odpowiada poglądom większości Polaków. Zapowiedzieli program 500+, który był szumnie tłumaczony jako pomoc dla rodzin, co było mądrym pomysłem, bo dla Polaków rodzina jest bardzo ważna. Utkwiły mi w głowie słowa Beaty Szydło (ówczesna kandydatka na premiera z PiS), która mówiła, że ludziom należy pomóc w trudnej sytuacji, niezależnie od tego, czy znaleźli się w niej z własnej winy – oczywiste odwołanie do polskiego humanizmu, który nakazuje przebaczać. Gdy przeciwnicy pytali, skąd PiS weźmie na to pieniądze, opowiadano o mafiach, które za czasów PO rzekomo pozostawały bezkarne. Miło było Polakom usłyszeć, że ktoś w końcu zabierze pieniądze tym, którzy niesłusznie mają ich tak dużo i zwróci je potrzebującym. Oprócz pomocy socjalnej pojawił się wątek „wstawania z kolan” – przeciwstawienie się Zachodowi, który narzuca nam normy postępowania. Wedle tej narracji PO było zbyt uległe wobec Unii Europejskiej, przez co nie potrafiło walczyć o polskie interesy oraz polską godność. To wszystko stanowiło przepyszny koktajl dla bardziej tradycjonalistycznej części naszego społeczeństwa. PiS w 2015 roku wygrało wybory.
Dzięki polityce socjalnej oraz retoryce opartej na polskiej mentalności, Prawo i Sprawiedliwość zdołało przekonać do siebie mnóstwo Polaków. Ale nie wszystkich. Zwolennikami opozycji nadal pozostali ci, którym bliskie są wartości zachodnie. Oni z nadzieją patrzyli na naszą integrację z Unią Europejską i nie mogli się doczekać, gdy staniemy się społeczeństwem w stylu zachodniej Europy. A potem pojawił się PiS i wszystko zepsuł. Wedle zwolenników prozachodniej opozycji PiS kieruje nas z powrotem na wschód, „w objęcia Rosji”, co ich szczerze przeraża.
Prozachodnie partie strasznie denerwuje, gdy PiS nie przestrzega prawa oraz międzynarodowych traktatów. Instytucje Europejskie również nie pozostają bierne i wszczynają kolejne postępowania przeciwko polskiemu rządowi. Zwolennicy PiS jednak patrzą na to inaczej. Bliskie im jest typowo polskie podejście, w którym przepisy są luźna wskazówką, a ważniejszy jest „zdrowy rozsądek”. Mogą nawet zgodzić się, że ich ulubiona partia łamie prawo, ale nie widzą w tym nic złego, jeśli jest w stanie zaspokoić ich interesy (walkę o polską tradycję i/lub pomoc socjalną).
Zwolennicy prozachodniej opozycji liczą, że w końcu PiS się na czymś potknie i utraci poparcie. Ich nadzieje jednak spełzają na niczym, ponieważ skandale polityczne nie są czymś, co robi na większości Polaków wrażenie. Uważamy polityków za najgorsze szumowiny, więc jak ktoś zostanie przyłapany na korupcji, uznajemy to za ujawnienie oczywistej oczywistości. W rozmowach ze zwolennikami PiS często można usłyszeć słowa, które brzmią mniej więcej tak – „Wszyscy kradną, ale PiS przynajmniej coś daje”. Polityka na poziomie ogólnym nadal jest widziana bardzo negatywne, ale pieniądze dawane do ręki są jednak konkretem, którego trudno nie dostrzec.
Konflikt krajowy między zwolennikami polskiego tradycjonalizmu oraz integracji z Zachodem wydaje się główną osią politycznych sporów, która zostanie z nami na wiele lat. Partie polityczne mogą się zmieniać, ale nadal będą duże grupy Polaków, którzy chcą stać się prawilnym społeczeństwem Zachodu, oraz takie, które chcą pozostać „prawdziwymi Polakami”. Oprócz tego są jeszcze wyborcy socjalni, którzy nie są zbytnio przywiązani ideowo do żadnego obozu, tylko chcą jedynie, by rząd się z nimi dzielił. Obecnie aż dwie grupy zagospodarował PiS.
Komentarz w roku 2026
Współcześnie w podziale pojawiła się wyrwa. Młodzi wyborcy wydają się mniej zainteresowani walką "Zachód" vs "Wschód". Dobrze podsumował to Marcin Duma w wywiadzie Sroczyńskiego dla Gazety.pl[1]:
- Badaliśmy stosunek do II wojny światowej. Starsi mówią: "Niemcy rozpętali wojnę i tę wojnę przegrali, a potem się okazało, że to my jeździmy do nich na szparagi. No jaka to, panie, sprawiedliwość?!" A młodzi mówią: "No ale o co chodzi? Byłem ostatnio w Niemczech, brudno, gangi migrantów sprzedają kokę, niebezpiecznie, ja to wolę Polskę". I nie masz tego patrzenia z zawiścią i poczuciem gorszości. Ale nie masz też tej drugiej emocji, że trzeba pojechać, zobaczyć jak tam jest mądrze wszystko urządzone, może pracę dadzą, to się nauczymy i też kiedyś będziemy tacy, jak oni. Młodzi mówią: "Po pierwsze nie chcemy być tacy, jak oni, bo jesteśmy fajniejsi, a po drugie w ogóle o czym wy mówicie? Jakaś historia zamierzchła, prehistoria". I w tym miejscu najlepiej widać gigantyczny sukces Polski po 1989 roku, który doprowadził tych ludzi do tego, że wyzwolili się ze wstydu, który nas pętał przez lata, hamował naszą innowacyjność. To fałszywe poczucie bycia gorszym od Zachodu jest blokadą rozwoju, zabiera śmiałość i wolność eksperymentowania. Dzisiaj mamy społeczeństwo, które oczekuje należnego mu miejsca w rodzinie europejskiej. Natomiast duopol PO-PiS mówi głosem swojego pokolenia. Ludzie, którzy tymi schematami myślą nadal istnieją, są ważną częścią naszego społeczeństwa, to moi rodzice, twoi rodzice, sporo też takich ludzi w naszym pokoleniu, ale już mój syn i moja córka są kompletnie z tego wyzwoleni.
Młodzi Polacy nie pasują więc zarówno do obozu PiS chcącego "swojskości" z dużą dozą rozpamiętywania historii, jak i do PO chcącego w Polsce państwa Zachodu. Młodzi chcą nowoczesnego państwa, które patrzy w przyszłość, uczy się na błędach Zachodu i idzie swoją ścieżką. Konflikt PiS-PO wydaje im się dziaderski.
Przypisy
Zobacz też
Navbox