Przejdź do zawartości

Blog:Czy tylko nasze opowieści polityczne są etyczne?

Z MruczekWiki

Czy tylko nasze opowieści polityczne są etyczne?
9 czerwca 2026 | Kenex


Świadomi politycy zdają sobie sprawę, jak wielkie znaczenie mają słowa. Dobrze skonstruowana opowieść albo chwytliwy slogan może znacznie wpłynąć na ludzkie postawy. Jest to niewątpliwe bardzo skuteczne narzędzie wpływu, ale możemy się zastanawiać, na ile jest ono etyczne. Czy perswazja narracyjna jest dobra, jeśli służy dobrym celom? Jeśli tak, kto powinien decydować o tym, które postulaty polityczne są tymi słusznymi?

Słowa mają znaczenie

W 1935 Franklin Delano Roosevelt, 35. Prezydent Stanów Zjednoczonych, podpisał ustawę o zabezpieczeniu społecznym, która miała zapewnić obywatelom pewien poziom ochrony materialnej m.in. w postaci emerytur. O ile wprowadzenie podobnego rozwiązania w Wielkiej Brytanii nie stanowiło większego problemu, amerykańskie społeczeństwo było bardzo trudno przekonać do czegokolwiek, co chociaż trochę pachniało socjalizmem. A pobranie przez państwo od obywateli części pieniędzy i przekazanie ich innym obywatelom, niewątpliwie tym pachniało.

Roosevelt od dawna uważał, że tego typu rozwiązanie po Wielkim Kryzysie jest potrzebne, ale zdawał sobie sprawę, że w amerykańskim społeczeństwie będzie bez szans. Aby przykryć smród socjalizmu, razem z doradcami ustalił, że reforma zostanie przedstawiona jako forma kont oszczędnościowych, na których systematycznie zbieramy pieniądze, by zabezpieczyć siebie na starość albo w razie nieszczęśliwego wypadku.

Była to jednak chwytliwa opowieść bardzo luźno powiązana z prawdą. Pieniądze ówczesnych pracowników nie były ich inwestycjami ubezpieczeniowymi, tylko były transferowane do ówczesnych emerytów i poszkodowanych. Chociaż wysokość emerytury w wielu państwach zależy od wysokości wpłacanych składek, jest to wyliczenie umowne. Nadal wpłacane pieniądze idą na bieżące potrzeby zakładu ubezpieczeń, a spodziewana kwota emerytury będzie w przyszłości finansowana przez innych, młodych.

Każda strona politycznego sporu stara się promować pewne sformułowania i opowieści, które wejdą do potocznego rozumienia świata. To nie przypadek, że amerykańscy politycy mówią w przypadku konfliktów zbrojnych o „stratach ubocznych” zamiast o ofiarach cywilnych albo o „wzmocnionych technikach przesłuchań” zamiast o torturach. Przeciwnicy podatku spadkowego nazywają go „podatkiem od śmierci”, by wzbudzić negatywne skojarzenie o zabieraniu pieniędzy ludziom w ciężkiej żałobie.

Na polskim podwórku też możemy znaleźć wiele podobnych przykładów. Prawica aborcję ze względu na ciężkie wady płodu nazywa „aborcją eugeniczną”, by wzbudzić przykre skojarzenia z ideą eugeniki i pozbywania się najsłabszych ludzi. Wymowne jest też to, że PiS swoją propozycję podatku dla najbogatszych nazwał „daniną solidarnościową”. Całym rządom PiS towarzyszyła przemawiająca do ludzi narracja, że Polacy nareszcie odzyskują godność, a Polska wstaje z kolan.

W psychologii oddziaływanie za pomocą opowieści nazywamy „perswazją narracyjną”. Opowieści prawdopodobnie towarzyszą ludzkości od bardzo dawna. Nasi przodkowie w ten sposób przekazywali sobie informacje, a nasz mózg jest przystosowany do tego, by w ten sposób je chłonąć. Zbiór suchych faktów i liczb trudniej zapamiętać, niż dobrze poprowadzoną opowieść, która zawrze te informacje.

Świadomi politycy zdają sobie sprawę, jak wielkie znaczenie mają słowa. Dobrze skonstruowana opowieść albo chwytliwy slogan może znacznie wpłynąć na ludzkie postawy. Jest to niewątpliwe bardzo skuteczne narzędzie wpływu, ale możemy się zastanawiać, na ile jest ono etyczne. Czy perswazja narracyjna jest dobra, jeśli służy dobrym celom? Jeśli tak, kto powinien decydować o tym, które postulaty polityczne są tymi słusznymi? Socjaliści zapewne są zadowoleni ze sztuczki Roosevelta, bo dzięki niej można było wprowadzić zabezpieczenie materialne dla ludzi. Ale z kolei libertarianie, którzy sprzeciwiają się ingerencji państwa, prawdopodobnie uznają to za skandaliczny przykład manipulowania ludźmi. Przeciwnicy aborcji nazwę „aborcja eugeniczna” zapewne widzą jako właściwą, natomiast zwolennicy – jako emocjonalną manipulację.

Czy „WEIRD” są tymi dobrymi?

Pytanie, kto powinien decydować o tym, które idee są tymi dobrymi, jest o tyle zasadne, że naukowcy również posiadają poglądy polityczne. I siłą rzeczy będą uważali, że w pewnych sprawach po prostu mają rację. O ile zagadnienia dotyczące budowy atomu wydają się wolne od ideologii, to takie kwestie jak małżeństwa homoseksualne są w dużej mierze zagadnieniem moralnym. Ja osobiście uważam, że powinny zostać w Polsce wprowadzone, ale ktoś inny, kierujący się innymi zasadami moralnymi, będzie miał inne zdanie. Obie strony mogą stosować różne techniki wpływu, by przekonać obywateli do swojej racji.

W kwestii sporów moralnych w polityce dużo do myślenia dała mi książka Jonathana Haidta zatytułowana „Prawy umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka?”. W przeszłości wśród naukowców dominowały dwa poglądy dotyczące moralności. Pierwszy z nich zakładał, że oceniając, co jest dobre a co złe, kierujemy się zasadą sprawiedliwości. Gdy ktoś potraktuje innego człowieka niesprawiedliwie, jest uważany za niemoralnego. Drugi pogląd natomiast zakładał, że kierujemy się troską. Za niemoralne uważamy krzywdzenie innych.

Haidt nie zgadzał się z żadnym z nich. Uważał, że moralność to coś więcej niż sprawiedliwość i krzywda. Aby to udowodnić, ułożył bardzo osobliwe historyjki. W jednej z nich człowiek co tydzień kupuje w supermarkecie kurczaka. Zanim włoży go do piekarnika, odbywa z nim stosunek seksualny. Następnie go piecze i zjada. Nikt oprócz tego człowieka o tym nie wie. W tej historii nie jest naruszona ani sprawiedliwość, ani nie dzieje się krzywda (kurczak i tak nie żyje), a jednak wielu ludzi uważa to zdarzenie za niemoralne. Haidt odkrył przy tym ciekawą zależność. Wykształceni i zamożni przedstawiciele kultury Zachodu zwykle są w stanie zaakceptować prywatny seks z martwym kurczakiem, ale jeśli pojedzie się do amerykańskich dzielnic robotniczych lub do przedstawicieli kultury Wschodu, zostanie to uznane za skandal, za który powinno ponieść się karę.

Na podstawie tych doświadczeń Haidt stworzył teorię kodów moralnych. Składało się na nią pięć kodów tj. Sprawiedliwości, Troski, Lojalności, Autorytetu i Czystości. Wykształceni ludzie Zachodu w ocenie tego, co jest moralne a co nie, kierują się Sprawiedliwością i Troską. Natomiast pozostali ludzie w swojej opinii kierują się wszystkimi pięcioma. Seks z martwym kurczakiem nie narusza kodu Troski i Sprawiedliwości, ale narusza kod Czystości. Podobnie jak seks homoseksualny.

Dobrym uzupełnieniem teorii kodów moralnych jest praca naukowa, której autorami jest trójka psychologów - Henrich, Heine i Norenzayan, zatytułowana „Najdziwniejsi ludzie świata?” (ang. The weirdest people in the world?). Pokazuje ona, że zdecydowana większość badań psychologicznych jest prowadzona na bardzo specyficznej grupie. Są to przedstawiciele kultury WEIRD, czyli zachodniej (West), wykształconej (Educated), uprzemysłowionej (Industrialized), zamożnej (Rich) i demokratycznej (Democratic). Słowo WEIRD po angielsku znaczy dziwny i jest też akronimem od pierwszych liter cech kultury.

Większość badań psychologicznych jest prowadzona wyłącznie na przedstawicielach kultury WEIRD, chociaż są oni „dziwakami” w tym sensie, że stanowią zdecydowaną mniejszość ogółu ludzkości. Nic dziwnego więc, że psychologom, którzy badali głównie studentów psychologii, wychodziło, że dla ludzi najważniejsze zasady moralne to sprawiedliwość i troska. „Dziwacy” rzeczywiście kierują się tymi zasadami. Są też przez to skłonni popierać lewicowe partie polityczne. Będą uznawać je za obiektywnie lepsze. W końcu każdy uważa swoje zasady moralne za bezsprzeczną oczywistość.

Jednak wielu ludzi uzna partie lewicowe za niemoralne, ponieważ nie uwzględniają one Lojalności, Autorytetu i Czystości. Zwrócą się raczej do partii prawicowych, które w pełni zaspokoją ich potrzeby moralne. Lewicy te kody moralne kojarzą się z „ciemnogrodem”. Widzi w nich spore zagrożenie, ponieważ czasami wchodzą w konflikt z kodami lewicy np. w przypadku seksu homoseksualnego. Lewica uważa, że w stosunku między partnerami tej samej płci nie ma nic złego, a potępianie tego przynosi niepotrzebne cierpienie. Prawica z kolei seks homoseksualny widzi jako złamanie Czystości. Nawet wtedy, gdy nikt z zewnątrz tego nie widzi i nikomu nie dzieje się krzywda.

Żyję w lewicowej bańce, większość moich znajomych na poglądy lewicowe, więc dość często spotykam się ze stwierdzeniem, że poglądy lewicy są słuszne i wynikają z racjonalnej argumentacji, natomiast prawica jest emocjonalna, zabobonna i ślepo zapatrzona w przeszłość. Trudno mi się z tym zgodzić. Zwłaszcza że stwierdzeniem, że tylko prawica kieruje się emocjami.

Haidt w późniejszej wersji swojej teorii dodał szósty kod moralny – Wolność. Zarówno lewica i prawica podzielają ten kod, ale istnieje grupa, która kieruje się wyłącznie nim – libertarianie. Dla nich zakazy związane z kodem Czystości są równie złe, jak nakazy związane z kodem Troski. Libertarianie kochają wolność. Jak ktoś chce uprawiać seks homoseksualny, to niech go uprawia. Pod tym względem mogą przybić piątkę lewicy. Ale libertarianin nie chce też słyszeć o żadnych podatkach. To są JEGO pieniądze i to ON ma decydować o ich przeznaczeniu. I tu lewica już się denerwuje. Zaczyna tłumaczyć, że trzeba systemowo pomagać najbardziej poszkodowanym przez los (Troska), ale on tylko wzruszy ramionami. Dla lewicy taka dyskusja może być trudna, bo nagle ktoś podważa fundamenty, które dla niej są oczywiste. W swoim czasie stoczyłem wiele dyskusji politycznym z kolegą, który jest libertarianinem i byłem bardzo zdziwiony, gdy nie zgadzał się z moim poglądem, że państwo powinno być tak zorganizowane, by jak najwięcej ludzi żyło w dostatku i było szczęśliwe. Wedle niego państwo bezwarunkowo powinno jak najmniej wtrącać się w życie obywateli.

Wtedy zrozumiałem, że każda strona politycznego sporu kieruje się emocjami. Bez wyjątku. Możemy wmawiać sobie, że nasze poglądy są wynikiem „zdrowego rozsądku”, ale w rzeczywistości kierujemy się tym, co podpowiada nam intuicja i kody moralne. Czy to, co podpowiadają one naukowcom z kultury WEIRD jest obiektywnie dobre? Czy środki perswazji mające zachęcić do poparcia legalizacji małżeństw homoseksualnych są dobre, a środki perswazji mające do nich zniechęcić są złe? Czy tylko w przypadku jednej strony są szkodliwą manipulacją, a w drugim jedynie techniką wpływu społecznego?

Nie podejmuję się odpowiedzi na te pytania. Kiedyś przyklaskiwałem lewicowym politykom, gdy swoje postulaty nazywali „przywróceniem elementarnej sprawiedliwości”, a obecnie kręcę nosem z niesmakiem. Bo rozumiem, że osądy moralne są zróżnicowane i subiektywne.

Perswazja dopasowana

Jonathan Haidt w wywiadzie dla Gazeta.pl wyjaśniał, dlaczego wiele kampanii społecznych propagujących tolerancję dla małżeństw homoseksualnych jest nieskuteczna. Przeważnie odwołują się do zasady równości (Sprawiedliwość) lub opisują ludzką krzywdę (Troska). Są to argumenty niewątpliwie ważne dla lewicy, ale nie przekonają prawicy.

Udana kampania z 2012 w Stanach Zjednoczonych zerwała z tym schematem. W jej ramach był na przykład emitowany spot, w którym grupa strażaków mówiła, że są wśród nich osoby o różnym kolorze skóry i religii, ale nie przeszkadza im to, bo wiedzą, że zawsze mogą na siebie liczyć. Gdy dowiedzieli się, że jeden z nich jest gejem, nie obchodziło ich to. Bo wiedzieli, że on odda za nich życie, tak jak oni oddaliby za niego. W innym spocie pastor mówił, że gdy dowiedział się, że jego syn jest gejem, na początku był smutny. Ale po przeanalizowaniu nauk Jezusa o miłości, zrozumiał, że to jest jego wyzwanie – nadal go kochać.

Mieliśmy więc nie tylko odwołanie się do Sprawiedliwości czy Troski, ale przede wszystkim do Lojalności (rodzina w postaci syna, drużyna strażaków) oraz Autorytetu (mundur strażaka, nauki Jezusa). Gdy prawicowiec styka się z przekazem, który zaspokaja tak dużo jego kodów moralnych, jest spora szansa, że opierająca się Czystość ulegnie.

Z czasem wiemy coraz więcej o mechanizmach rządzącymi ludzką psychiką, a to daje nam też narzędzia, jak oddziaływać na ludzi, byśmy otrzymali to, czego chcemy. Osoby o lewicowym światopoglądzie są zapewne bardzo usatysfakcjonowane opisaną kampanią i już chciałyby to przenieść na polskie podwórko. Ktoś o prawicowych poglądach jednak może być przerażony tym, że „lewactwo odkryło skuteczny sposób prania mózgu”. Wyobraźmy sobie odwrotną sytuację. Prawicowy think-tank w oparciu o wiedzę naukową tworzy spoty, które skutecznie oddziałują na psychikę lewicy i wyraźnie zniechęcą ją do społeczności LGBT. Lewica usłyszawszy o tym zapewne tworzyłaby petycje do stacji telewizyjnych, aby wycofali te spoty, a w Internecie zgłaszałaby te materiały jako „mowę nienawiści”.

Nie twierdzę, że skuteczne kampanie społeczne to zło. Nawet jeśli byśmy uznali, że nie powinniśmy używać perswazji narracyjnej w „naszym” celu, nie ulega wątpliwości, że „druga strona” nadal może z niej korzystać. Zwłaszcza, że tworzenie opowieści jest elementem ludzkiej natury, towarzyszy naszemu gatunkowi od zarania dziejów i nie trzeba być ekspertem, by tego używać. Prawdopodobnie w chwili, gdy piszę ten esej, tysiące ludzi na całym świecie opowiada sobie historie, które mogą wpłynąć na poglądy innych.

Czy zabranianie tego byłoby etyczne?

Bibliografia

  • Gilovich, T. i Ross, L. (2017). Najmądrzejszy w pokoju. Jakie korzyści możemy czerpać z najważniejszych odkryć psychologii społecznej. Sopot: Smak Słowa.
  • Haidt, J. (2014). Każdy, kto przychodzi do polityki i mówi, że będzie zawsze szczery, jest idiotą. Nie odniesie sukcesu. (M. Gostkiewicz, Osoba przeprowadzająca wywiad)
  • Haidt, J. (2014). Prawy umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka? Sopot: Smak Słowa.

Zobacz też