Źródła:Wielki Mruczkowy Random - Powrót w wielkim stylu: Różnice pomiędzy wersjami

Chyba słowa zabrakło xD.
(Striketrough.)
(Chyba słowa zabrakło xD.)
Linia 39: Linia 39:


=== Na ból głowy i ciała spirytus najlepiej działa! ===
=== Na ból głowy i ciała spirytus najlepiej działa! ===
Był słoneczny poranek, mimo że za oknem było jeszcze dość ciemno. Tak ciemno, że jeszcze latarnie uliczne się świeciły. Mruczek stwierdził, że zerwie swoje cielsko z łóżka i odbędzie tour po swojej willi Playboya. Udawał też, że nagrywa nowy film na YouTube’a czy innego Instagrama, gadając jak opętany: „Siemano, ziomeczki, witam was w mojej skromnej chacie! Dzisiaj sobie ją zwiedzimy! Hehehehe…”. Poszedł do jednego ze swoich pokoi i nagrał widok z okna, po czym powiedział: „Zajebisty, c’nie? No wiem, ehe, eee…”. I wtedy Nasza Gwiazda Internetu odwalała jakieś miny, jakby przez pół sekundy obalił cały kwasek cytrynowy, który był w butli z gazem. Odwraca się, patrzy, a tam mina! I to taka z przyciskiem. Mruczek był jednocześnie zszokowany tym faktem i zdziwiony, i delikatnie przerażony. Aż podszedł bliżej, żeby sprawdzić, co to jest i jak to działa. Obejrzał to cudo techniki wojennej, wziął je i stwierdził, że pójdzie na zewnątrz, by przeprowadzić próbę generalną naciskania w przycisk. I wówczas, pełznąc po ścianie na suficie z prędkością ponaddźwiękową, schodził, by znaleźć się przy drzwiach frontowych. Niestety, Koci Usain Bolt swoim biegiem wypierdolił drzwi razem z futryną daleko poza orbitę ziemską, a drzazgi wbiły mu się w mózg, oko, chuja i oba jaja. Mruczek skomentował to jedynie słowem: „Ała!”. Wpierw Mruczek, patrząc na wejścia, pomyślał, że drzwi wraz z futryną Cyganie ukradli. No dobra, Mruczek jest już na zewnątrz, pora postawić gdzieś minę. Wybrał dogodne miejsce i zaczyna być jak Michael Jordan, próbując rzucać różnymi kamieniami w przycisk. Dopiero za 23. razem udało mu się trafić. A mina wybuchła z taką siłą, że Nasz Piroman mógł podziwiać ze swojej posesji jądro Ziemi. W promieniu paruset metrów nie uchowało się nic, ale jakimś cudem chata Mruczka ocalała, nawet delikatnej ryski nie było w wyniku wybuchu tej miny. Mruczek, Ten Kot, Co Lubi Eksperymentować, pomyślał, że musi szybko polecieć do sklepu, bo drzwi same się nie kupią i nie wstawią, a nie chce, by jakieś przypadkowe osoby go podglądały w trakcie wykonywania rozmaitych czynności albo – co gorsza – żeby ktoś go okradł. Ale dla niego to raczej bez różnicy, bo w swoim domu ma pomontowane tyle pułapek, że nawet w Białym Domu ponoć tyle nie ma… No dobra, Mruczek, Ekspert Od Wszystkiego I Niczego, zaczął pomału ruchem pospiesznym kroczyć do sklepu. Podróż przebiegła mu błyskawicznie. Wtedy zobaczył za ladą umięśnionego gościa, który trochę swoją posturą przypominał Hulka Hogana, jednak nie stanowił on zagrożenia dla otoczenia. No ale gdyby Mruczkowi sprzedał kopa z liścia taką ręką, to Nasz Wspaniały Kot ocknąłby się dopiero na OIOMI-ie z podłączoną kroplówką. Podchodzi do tego typa i mówi: „Drzwi poproszę”. Sprzedawca dopytuje: „Obrotowe czy normalne?”. Na co Mruczek: „Ta… jeszcze do mojego wspaniałego domu obrotowe drzwi mi są potrzebne… No jasne, że normalne”. Po czym Mruczek skwitował, że z obrotu to on może kopać, tak samo jak oddał prądowi z nogi, gdy ten go kopnął podczas wykonywania drobnych robót bez zabezpieczenia. W popłochu prąd przeprosił i schował się z powrotem w gniazdku. Mruczek ze szczegółami opowiedział strongmanowi sprzed lady, jakie konkretnie drzwi chce. Wyglądało to normalnie, jakby Mruczek pisał doktorat z drzwioznawstwa, i to na poziomie rozszerzonym. Mruczek dostał swoje wymarzone drzwi i sprzedawca pożegnał go słowami: „Dobra, trzymaj drzwi i zjeżdżaj mi stąd”. Mruczek w wielkim stylu opuścił lokal, kopiąc drzwi niczym Duke Nukem. Po tym incydencie te drzwi nadawały się tylko na złom. Położył swoje nowo nabyte drzwi, stanął na nich, jakby chciał łapać fale i zaczął na nich lecieć jak na paralotni w kierunku swojej luksusowej chaty. Po dotarciu do swojego gniazdka pomyślał, że dobrze by było je zamontować. Drzwi dostał bez futryny, ale dla Naszego Majsterkowicza raczej nie było to problemem. Poleciał na jakiś losowy tartak i niczym Sam Fisher zajebał 4 deski i jeszcze 4 na zapas, gdy nikt nie patrzył, schował je do swojej portmonetki i z gracją gazeli spierdolił stamtąd. Po obrobieniu drewna, by wyglądało jak części od futryny, zaczął się za jej montowanie. Jako że „bez młota to chuj, nie robota”, postanowił wziąć młotek i nim ponaparzać parę razy w te drewniane klocki. Dobra, pykło. Jeszcze trochę tylko wyrównać, przyciąć, oszlifować i gotowe. I teraz następuje moment kulminacyjny – montaż drzwi. Mruczek od patrzenia się na te drzwi aż dostał niekontrolowanej erekcji i aż się bał, że drzwi to jego fetysz, ale na szczęście to nieprawda, na co odetchnął z ulgą. Nasz Fachmajster Złota Rączka przystąpił do montowania. Dla niego to był chleb z masłem. Wstawił w zawiasy, działają, otwierają się i zamykają też, ale skrzypią, jakby jakaś diwa prezentowała swoje umiejętności wokalne. Zatem Mruczek poszedł po odpowiedni płyn do takich części, wypryskał pół butelki i teraz otwierają się i zamykają z takim spokojem, że oddychanie Mruczka jest porównywalne do tego dźwięku jak start Jumbo Jeta do piszczenia myszy. Nasz Fanatyk Drzwi nawet myślał, czy by nie zostać Świadkiem Jehowy, ale on w religię woli się nie mieszać. To jakże zajebiste wydarzenie, jakim jest założenie przez niego samego tych jakże ekskluzywnych drzwi do własnej speluny, postanowił uczcić w kameralnym, 1-osobowym gronie, sącząc spirytus. Uradowany szybko poleciał do monopolowego, przy okazji robiąc fikołki i inne salta. Prawie by się zabił, ale przeżył. Kupił kratkę mocno trzepiącej wódki i wrócił do swojego zacisza. Pił butelkę za butelką, jednocześnie wpatrując się w drzwi od swojego dorobku. Kiedy Nasz Gieroj znajdował się w stanie wskazującym i zechciał wejść do swojej luksusowej willi, zakurwił w drzwi ze swojej wspaniałomyślnej kapusty, upadł i tym samym poszedł spać.
Był słoneczny poranek, mimo że za oknem było jeszcze dość ciemno. Tak ciemno, że jeszcze latarnie uliczne się świeciły. Mruczek stwierdził, że zerwie swoje cielsko z łóżka i odbędzie tour po swojej willi Playboya. Udawał też, że nagrywa nowy film na YouTube’a czy innego Instagrama, gadając jak opętany: „Siemano, ziomeczki, witam was w mojej skromnej chacie! Dzisiaj sobie ją zwiedzimy! Hehehehe…”. Poszedł do jednego ze swoich pokoi i nagrał widok z okna, po czym powiedział: „Zajebisty, c’nie? No wiem, ehe, eee…”. I wtedy Nasza Gwiazda Internetu odwalała jakieś miny, jakby przez pół sekundy obalił cały kwasek cytrynowy, który był w butli z gazem. Odwraca się, patrzy, a tam mina! I to taka z przyciskiem. Mruczek był jednocześnie zszokowany tym faktem i zdziwiony, i delikatnie przerażony. Aż podszedł bliżej, żeby sprawdzić, co to jest i jak to działa. Obejrzał to cudo techniki wojennej, wziął je i stwierdził, że pójdzie na zewnątrz, by przeprowadzić próbę generalną naciskania w przycisk. I wówczas, pełznąc po ścianie na suficie z prędkością ponaddźwiękową, schodził, by znaleźć się przy drzwiach frontowych. Niestety, Koci Usain Bolt swoim biegiem wypierdolił drzwi razem z futryną daleko poza orbitę ziemską, a drzazgi wbiły mu się w mózg, oko, chuja i oba jaja. Mruczek skomentował to jedynie słowem: „Ała!”. Wpierw Mruczek, patrząc na wejścia, pomyślał, że drzwi wraz z futryną Cyganie ukradli. No dobra, Mruczek jest już na zewnątrz, pora postawić gdzieś minę. Wybrał dogodne miejsce i zaczyna być jak Michael Jordan, próbując rzucać różnymi kamieniami w przycisk. Dopiero za 23. razem udało mu się trafić. A mina wybuchła z taką siłą, że Nasz Piroman mógł podziwiać ze swojej posesji jądro Ziemi. W promieniu paruset metrów nie uchowało się nic, ale jakimś cudem chata Mruczka ocalała, nawet delikatnej ryski nie było w wyniku wybuchu tej miny. Mruczek, Ten Kot, Co Lubi Eksperymentować, pomyślał, że musi szybko polecieć do sklepu, bo drzwi same się nie kupią i nie wstawią, a nie chce, by jakieś przypadkowe osoby go podglądały w trakcie wykonywania rozmaitych czynności albo – co gorsza – żeby ktoś go okradł. Ale dla niego to raczej bez różnicy, bo w swoim domu ma pomontowane tyle pułapek, że nawet w Białym Domu ponoć tyle nie ma… No dobra, Mruczek, Ekspert Od Wszystkiego I Niczego, zaczął pomału ruchem pospiesznym kroczyć do sklepu. Podróż przebiegła mu błyskawicznie. Wtedy zobaczył za ladą umięśnionego gościa, który trochę swoją posturą przypominał Hulka Hogana, jednak nie stanowił on zagrożenia dla otoczenia. No ale gdyby Mruczkowi sprzedał kopa z liścia taką ręką, to Nasz Wspaniały Kot ocknąłby się dopiero na OIOMI-ie z podłączoną kroplówką. Podchodzi do tego typa i mówi: „Drzwi poproszę”. Sprzedawca dopytuje: „Obrotowe czy normalne?”. Na co Mruczek: „Ta… jeszcze do mojego wspaniałego domu obrotowe drzwi mi są potrzebne… No jasne, że normalne”. Po czym Mruczek skwitował, że z obrotu to on może kopać, tak samo jak oddał prądowi z nogi, gdy ten go kopnął podczas wykonywania drobnych robót bez zabezpieczenia. W popłochu prąd przeprosił i schował się z powrotem w gniazdku. Mruczek ze szczegółami opowiedział strongmanowi sprzed lady, jakie konkretnie drzwi chce. Wyglądało to normalnie, jakby Mruczek pisał doktorat z drzwioznawstwa, i to na poziomie rozszerzonym. Mruczek dostał swoje wymarzone drzwi i sprzedawca pożegnał go słowami: „Dobra, trzymaj drzwi i zjeżdżaj mi stąd”. Mruczek w wielkim stylu opuścił lokal, kopiąc drzwi niczym Duke Nukem. Po tym incydencie te drzwi nadawały się tylko na złom. Położył swoje nowo nabyte drzwi, stanął na nich, jakby chciał łapać fale i zaczął na nich lecieć jak na paralotni w kierunku swojej luksusowej chaty. Po dotarciu do swojego gniazdka pomyślał, że dobrze by było je zamontować. Drzwi dostał bez futryny, ale dla Naszego Majsterkowicza raczej nie było to problemem. Poleciał na jakiś losowy tartak i niczym Sam Fisher zajebał 4 deski i jeszcze 4 na zapas, gdy nikt nie patrzył, schował je do swojej portmonetki i z gracją gazeli spierdolił stamtąd. Po obrobieniu drewna, by wyglądało jak części od futryny, zaczął się brać za jej montowanie. Jako że „bez młota to chuj, nie robota”, postanowił wziąć młotek i nim ponaparzać parę razy w te drewniane klocki. Dobra, pykło. Jeszcze trochę tylko wyrównać, przyciąć, oszlifować i gotowe. I teraz następuje moment kulminacyjny – montaż drzwi. Mruczek od patrzenia się na te drzwi aż dostał niekontrolowanej erekcji i aż się bał, że drzwi to jego fetysz, ale na szczęście to nieprawda, na co odetchnął z ulgą. Nasz Fachmajster Złota Rączka przystąpił do montowania. Dla niego to był chleb z masłem. Wstawił w zawiasy, działają, otwierają się i zamykają też, ale skrzypią, jakby jakaś diwa prezentowała swoje umiejętności wokalne. Zatem Mruczek poszedł po odpowiedni płyn do takich części, wypryskał pół butelki i teraz otwierają się i zamykają z takim spokojem, że oddychanie Mruczka jest porównywalne do tego dźwięku jak start Jumbo Jeta do piszczenia myszy. Nasz Fanatyk Drzwi nawet myślał, czy by nie zostać Świadkiem Jehowy, ale on w religię woli się nie mieszać. To jakże zajebiste wydarzenie, jakim jest założenie przez niego samego tych jakże ekskluzywnych drzwi do własnej speluny, postanowił uczcić w kameralnym, 1-osobowym gronie, sącząc spirytus. Uradowany szybko poleciał do monopolowego, przy okazji robiąc fikołki i inne salta. Prawie by się zabił, ale przeżył. Kupił kratkę mocno trzepiącej wódki i wrócił do swojego zacisza. Pił butelkę za butelką, jednocześnie wpatrując się w drzwi od swojego dorobku. Kiedy Nasz Gieroj znajdował się w stanie wskazującym i zechciał wejść do swojej luksusowej willi, zakurwił w drzwi ze swojej wspaniałomyślnej kapusty, upadł i tym samym poszedł spać.


=== Moto targi ===
=== Moto targi ===