Źródła:Wielki Mruczkowy Random - Powrót w wielkim stylu: Różnice pomiędzy wersjami

Zapomniałem.
(Chyba słowa zabrakło xD.)
(Zapomniałem.)
Linia 36: Linia 36:


=== Szczoteczka do zębów to najlepszy przyjaciel ===
=== Szczoteczka do zębów to najlepszy przyjaciel ===
Mruczek, jak co rano, postanowił, że pójdzie do łazienki, gdzie postanowił umyć zęby. Do tego celu postanowił wykorzystać szczotkę do kibla, bo szczotką do zębów i patyczkami do uszu to on czyści tą przestrzeń między kafelkami. I wtedy też postanowił wyrecytować inwokację z „Pana Tadeusza”. I wówczas Ten Kot, Który Czasem Miewa Zapędy Poetyckie, dumał, zupełnie jakby siedział na kiblu, z tym że nie siedział na kiblu, bo stał, a jak już stał, to przed lustrem i patrzył na swoją krzywą facjatę, która wyglądała na prostą, ale gdyby tak położyć na niej poziomicę, to wariowałaby jak kompas czy zegar użyte w Netherze. No i zastanawiał się: „Jak to, cholera, brzmiało…?”. I nagle go olśniło, jakby spadł grom z jasnego nieba: „Mam!”, po czym zaczął recytować: „Zanzibarze! Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie! Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie. Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie”. Po czym Milord Mruczek stwierdził, że recytacja poszła mu całkiem nieźle, ale dalej już nie zamierzał recytować. Po dokładnym wymyciu zębów stwierdził, że idzie na miasto, skoro jest pochmurna pogoda i kto wie, czy zaraz nie będzie padać… Jako pierwszy cel swojej wyprawy wybrał pub o jakiejś nietypowej angielskiej nazwie. Wszedł tam i zagaił do barmana: „Seniorita, jeden duży kufel poproszę”. Na co barman odparł, odpierdalając jakąś gimnastykę swoim długim na 8 cm wąsem: „Się robi, szefie!”. Mruczek po gulnięciu tego kufla „na hejnał” poprosił o kolejne… i o kolejne… i o jeszcze następne, a co! Jak się bawić, to się bawić, drzwi wyjebać, okna wstawić – jak to mawia motto Tego Lubiącego Najebać Się Do Nieprzytomności Piwem Bezalkoholowym Kota. Po 6 kuflach już ledwo kontaktował. Przy okazji pogadał z barmanem o teoriach spiskowych, kosmitach, jak rozpoczęło się życie na Ziemi i gdy Mruczek zerwał się do wyjścia, to pierdolnął na glebę tak, że był w środku i na zewnątrz lokalu jednocześnie. Ale nie przeszkadzało mu to, aby z gracją tancerki baletowej pójść dalej przed siebie. Poszedł do kina na jakąś durną komedię, w której straszą jumpscare’ami. Usiadł na jakimś losowym miejscu. Seans się zaczyna, światła gasną. Wówczas Mruczek, miłośnik kina akcji dla dorosłych, zadał sobie w myślach pytanie retoryczne: „Dlaczego ktoś zgasił słońce?”. I wówczas stała się światłość. Co prawda jej źródłem był kinowy ekran, jednak było jasno, jakby ktoś w środku nocy Naszemu Wspaniałemu Kotu nagle zaświecił reflektorem prosto w oczy. Gdzieś tam po godzinie i 42 minutach seansu Mruczek rechotał się jak żaba tak mocno, że aż dostał wpierdol od jakiegoś typa, który siedział obok niego i jeszcze za nim. Przyszedł jakiś gościu z obsługi kina, wziął Naszego Fanatyka Komedii za szmaty i kopnął go w dupę tak, że poleciał on tak, jakby się odbijał jak kulka w Pinballu. Mruczek wyliczył, że będzie to jakieś 25000 pkt. Jedynie miał skargę do architekta tego obiektu, że nie było flipperów. Po opuszczeniu kina wyglądał, jakby co najmniej 12 pseudokibiców go nawalało przez okrągłe 5 minut wszystkim, co mieli pod ręką. Po tym całym zajściu Mruczek, Kot Żądny Przygód, postanowił, że pójdzie tym razem do galerii handlowej, bo słyszał, że jest tam podobno ktoś, kto robi jeansy w zamian za loda. Udało mu się zajść. Wchodzi do środka i już jakaś paniusia w dziwnych paskowanych ciuchach chce mu wcisnąć mrożonkę. Nasz bohater wyrwał jej tę wykwintną potrawę z jej ręki, powiedział: „Dzięki, mordo!” i uradowany, jakby był po jakiejś fecie, ruszył przed siebie. Niesamowicie podjarał go fakt, że była tam katapulta, która pełniła rolę atrakcji, za którą trzeba było wyłożyć trochę siana. Niestety, gieroj Mruczek nie miał przy sobie siana, jednak miał ze sobą jakieś monety. Włożył jedną z nich do automatu, wszedł do tej katapulty, żeby po 15 sekundach znaleźć się z głową wbitą w sufit. Pierdolnięcie było o tyle silne, że spadła jedna żarówka, która zwisała na kablu i stanowiła śmiertelne zagrożenie dla każdego, kto przebywał w tym miejscu. Mruczek Mądra Głowa postanowił się przekopać w górę, bo w dół mu się już nie opłacało, bo znowu by sobie włosy w uszach zwichnął… Dwoi się i troi, by się przekopać, co trochę mu to zajęło… Aż w końcu mu się udało! I trafił do jakiegoś centrum gier, gdzie można wygrać 200 zł albo wycieczkę na Grenlandię za to, że zbije się wszystkie wiewiórki młotem, który jest na stałe przymocowany do automatu z tą grą. Mruczek już miał dopicowany plan, więc pomyślał, że weźmie udział. Zrobił szybką rozgrzewkę. Przebiegł 4156 kroków po całym pomieszczeniu, wypił 4 energetyki, porozciągał się, jakby leżał na jakimś meblu do torturowania więźniów w Guantanamo, po czym stwierdził, że jest już gotowy. Wziął do ręki młotek, którym równie dobrze mógłby ubijać mięso na schaby, i wziął się do roboty. Nasz Fanatyk Lania Wody Wiewiórek Młotem Po Łbie wyprzedzał własne myśli, a jego ruchy młotkiem przekraczały prędkość dźwięku. I w pewnym momencie też i światła. Ponadprzeciętnymi umiejętnościami Mruczka zainteresowała się cała sala, jak i przechodnie, którzy przechodzili obok wejścia. Jego ruchy były tak intensywne, że aż zaczęło wiać. Z minuty na minutę wiało coraz mocniej. Po 5 minutach zrobiła się wichura. W tym czasie konkurencja się skończyła i wszyscy byli zachwyceni umiejętnościami Naszego Mistrza W Naparzaniu Wiewiórek Po Łbie, rozległy się owacje na stojąco, po czym przychodzi właściciel salonu i pyta, jaką nagrodę by chciał Mruczek, na co on odpowiedział, że poprosi wycieczkę na Malediwy, ale że tej nie było w ofercie, to zdecydował się na wycieczkę na Grenlandię. Wtedy właściciel obiektu wręczył mu bilet w obie strony do tego kraju. Mruczek był o tyle uradowany tym faktem, że objął właściciela tak mocno, że ten niedługo by wysrał jelita, po czym spierdolił tak szybko, jak się pojawił. Po wyjściu zastał go widok rodem z filmów wojennych – wszystko porozpierdalane – zupełnie jakby tędy przeszła jakaś wichura czy inny huragan, a na zewnątrz stała straż pożarna i pogotowie. Mruczek stwierdził, że to widowisko go raczej nie interesuje i poszedł dalej. Postanowił pożyczyć jakąś hulajnogę i już nigdy więcej jej nie oddać, by znaleźć się w domu. Po drodze porobił parę stuntów, jednak był zdziwiony, że nie dostał za nie wynagrodzenia, jak to miało miejsce w GTA San Andreas. Po czym jednocześnie obmyślał, komu by tu opylić bilet na Majorkę. Wtedy widzi jakąś uradowaną parę popijającą szampana i pomyślał, że im sprzeda ten bilet. Całowali go po rękach i po twarzy, w wyniku czego Fachmistrz Mruczek miał w licznych miejscach na swoim ciele malinki. Niestety, nie dało się ich zjeść. A kasy wystarczyło, żeby Nasz Łowca Przygód przeżył przez miesiąc, i jeszcze ile mu z tego zostanie! Mruczek wrócił bezpiecznie do domu i postanowił, że przytnie komara, tylko że niestety nie miał przy sobie nożyczek, ale to już nie stanowiło dla niego problemu.
Mruczek, jak co rano, postanowił, że pójdzie do łazienki, gdzie postanowił umyć zęby. Do tego celu postanowił wykorzystać szczotkę do kibla, bo szczotką do zębów i patyczkami do uszu to on czyści tą przestrzeń między kafelkami. I wtedy też postanowił wyrecytować inwokację z „Pana Tadeusza”. I wówczas Ten Kot, Który Czasem Miewa Zapędy Poetyckie, dumał, zupełnie jakby siedział na kiblu, z tym że nie siedział na kiblu, bo stał, a jak już stał, to przed lustrem i patrzył na swoją krzywą facjatę, która wyglądała na prostą, ale gdyby tak położyć na niej poziomicę, to wariowałaby jak kompas czy zegar użyte w Netherze. No i zastanawiał się: „Jak to, cholera, brzmiało…?”. I nagle go olśniło, jakby spadł grom z jasnego nieba: „Mam!”, po czym zaczął recytować: „Zanzibarze! Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie! Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie. Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie”. Po czym Milord Mruczek stwierdził, że recytacja poszła mu całkiem nieźle, ale dalej już nie zamierzał recytować. Po dokładnym wymyciu zębów stwierdził, że idzie na miasto, skoro jest pochmurna pogoda i kto wie, czy zaraz nie będzie padać… Jako pierwszy cel swojej wyprawy wybrał pub o jakiejś nietypowej angielskiej nazwie. Wszedł tam i zagaił do barmana: „Seniorita, jeden duży kufel poproszę”. Na co barman odparł, odpierdalając jakąś gimnastykę swoim długim na 8 cm wąsem: „Się robi, szefie!”. Mruczek po gulnięciu tego kufla „na hejnał” poprosił o kolejne… i o kolejne… i o jeszcze następne, a co! Jak się bawić, to się bawić, drzwi wyjebać, okna wstawić – jak to mawia motto Tego Lubiącego Najebać Się Do Nieprzytomności Piwem Bezalkoholowym Kota. Po 6 kuflach już ledwo kontaktował. Przy okazji pogadał z barmanem o teoriach spiskowych, kosmitach, jak rozpoczęło się życie na Ziemi i gdy Mruczek zerwał się do wyjścia, to pierdolnął na glebę tak, że był w środku i na zewnątrz lokalu jednocześnie. Ale nie przeszkadzało mu to, aby z gracją tancerki baletowej pójść dalej przed siebie. Poszedł do kina na jakąś durną komedię, w której straszą jumpscare’ami. Usiadł na jakimś losowym miejscu. Seans się zaczyna, światła gasną. Wówczas Mruczek, miłośnik kina akcji dla dorosłych, zadał sobie w myślach pytanie retoryczne: „Dlaczego ktoś zgasił słońce?”. I wówczas stała się światłość. Co prawda jej źródłem był kinowy ekran, jednak było jasno, jakby ktoś w środku nocy Naszemu Wspaniałemu Kotu nagle zaświecił reflektorem prosto w oczy. Gdzieś tam po godzinie i 42 minutach seansu Mruczek rechotał się jak żaba tak mocno, że aż dostał wpierdol od jakiegoś typa, który siedział obok niego i jeszcze za nim. Przyszedł jakiś gościu z obsługi kina, wziął Naszego Fanatyka Komedii za szmaty i kopnął go w dupę tak, że poleciał on tak, jakby się odbijał jak kulka w Pinballu. Mruczek wyliczył, że będzie to jakieś 25000 pkt. Jedynie miał skargę do architekta tego obiektu, że nie było flipperów. Po opuszczeniu kina wyglądał, jakby co najmniej 12 pseudokibiców go nawalało przez okrągłe 5 minut wszystkim, co mieli pod ręką. Po tym całym zajściu Mruczek, Kot Żądny Przygód, postanowił, że pójdzie tym razem do galerii handlowej, bo słyszał, że jest tam podobno ktoś, kto robi jeansy w zamian za loda. Udało mu się zajść. Wchodzi do środka i już jakaś paniusia w dziwnych paskowanych ciuchach chce mu wcisnąć mrożonkę. Nasz bohater wyrwał jej tę wykwintną potrawę z jej ręki, powiedział: „Dzięki, mordo!” i uradowany, jakby był po jakiejś fecie, ruszył przed siebie. Niesamowicie podjarał go fakt, że była tam katapulta, która pełniła rolę atrakcji, za którą trzeba było wyłożyć trochę siana. Niestety, gieroj Mruczek nie miał przy sobie siana, jednak miał ze sobą jakieś monety. Włożył jedną z nich do automatu, wszedł do tej katapulty, żeby po 15 sekundach znaleźć się z głową wbitą w sufit. Pierdolnięcie było o tyle silne, że spadła jedna żarówka, która zwisała na kablu i stanowiła śmiertelne zagrożenie dla każdego, kto przebywał w tym miejscu. Mruczek Mądra Głowa postanowił się przekopać w górę, bo w dół mu się już nie opłacało, bo znowu by sobie włosy w uszach zwichnął… Dwoi się i troi, by się przekopać, co trochę mu to zajęło… Aż w końcu mu się udało! I trafił do jakiegoś centrum gier, gdzie można wygrać 200 zł albo wycieczkę na Grenlandię za to, że zbije się wszystkie wiewiórki młotem, który jest na stałe przymocowany do automatu z tą grą. Mruczek już miał dopicowany plan, więc pomyślał, że weźmie udział. Zrobił szybką rozgrzewkę. Przebiegł 4156 kroków po całym pomieszczeniu, wypił 4 energetyki, porozciągał się, jakby leżał na jakimś meblu do torturowania więźniów w Guantanamo, po czym stwierdził, że jest już gotowy. Wziął do ręki młotek, którym równie dobrze mógłby ubijać mięso na schaby, i wziął się do roboty. Nasz Fanatyk Lania <s>Wody</s> Wiewiórek Młotem Po Łbie wyprzedzał własne myśli, a jego ruchy młotkiem przekraczały prędkość dźwięku. I w pewnym momencie też i światła. Ponadprzeciętnymi umiejętnościami Mruczka zainteresowała się cała sala, jak i przechodnie, którzy przechodzili obok wejścia. Jego ruchy były tak intensywne, że aż zaczęło wiać. Z minuty na minutę wiało coraz mocniej. Po 5 minutach zrobiła się wichura. W tym czasie konkurencja się skończyła i wszyscy byli zachwyceni umiejętnościami Naszego Mistrza W Naparzaniu Wiewiórek Po Łbie, rozległy się owacje na stojąco, po czym przychodzi właściciel salonu i pyta, jaką nagrodę by chciał Mruczek, na co on odpowiedział, że poprosi wycieczkę na Malediwy, ale że tej nie było w ofercie, to zdecydował się na wycieczkę na Grenlandię. Wtedy właściciel obiektu wręczył mu bilet w obie strony do tego kraju. Mruczek był o tyle uradowany tym faktem, że objął właściciela tak mocno, że ten niedługo by wysrał jelita, po czym spierdolił tak szybko, jak się pojawił. Po wyjściu zastał go widok rodem z filmów wojennych – wszystko porozpierdalane – zupełnie jakby tędy przeszła jakaś wichura czy inny huragan, a na zewnątrz stała straż pożarna i pogotowie. Mruczek stwierdził, że to widowisko go raczej nie interesuje i poszedł dalej. Postanowił pożyczyć jakąś hulajnogę i już nigdy więcej jej nie oddać, by znaleźć się w domu. Po drodze porobił parę stuntów, jednak był zdziwiony, że nie dostał za nie wynagrodzenia, jak to miało miejsce w GTA San Andreas. Po czym jednocześnie obmyślał, komu by tu opylić bilet na Majorkę. Wtedy widzi jakąś uradowaną parę popijającą szampana i pomyślał, że im sprzeda ten bilet. Całowali go po rękach i po twarzy, w wyniku czego Fachmistrz Mruczek miał w licznych miejscach na swoim ciele malinki. Niestety, nie dało się ich zjeść. A kasy wystarczyło, żeby Nasz Łowca Przygód przeżył przez miesiąc, i jeszcze ile mu z tego zostanie! Mruczek wrócił bezpiecznie do domu i postanowił, że przytnie komara, tylko że niestety nie miał przy sobie nożyczek, ale to już nie stanowiło dla niego problemu.


=== Na ból głowy i ciała spirytus najlepiej działa! ===
=== Na ból głowy i ciała spirytus najlepiej działa! ===