Źródła:Wielki Mruczkowy Random - Powrót w wielkim stylu: Różnice pomiędzy wersjami

Poprawki.
(Zapomniałem.)
(Poprawki.)
Linia 45: Linia 45:


=== Idziem do domu publicznego ===
=== Idziem do domu publicznego ===
Mruczek twierdzi, że chciałby spróbować czegoś w życiu, czego dawno nie robił. I jego wybór padł na skorzystanie z usług, jakie oferują panie lekkich obyczajów pracujące w domach publicznych, czyli nie takich, które są prywatne, ale kto to wie… Żeby dotrzeć do najbliższego, Mruczek musiałby pokonać jakieś 1/3 kraju, żeby dotrzeć do najbliższego takiego przybytku. I wówczas stwierdził, że użyje do tego swojego nowego Lambo. Jak pomyślał, tak zrobił. Wszedł do garażu, wcisnął jakiś tam przycisk, zjechał windą dość nisko. Jego oczom ukazał się ten piękny wóz, na który wyłożył niemałą kasę. Potem Mruczek pomyślał, że ponaśladuje trochę Pudziana i o własnych siłach popchnął samochód do windy. Stwierdził, że się wcale tym nie zmęczył, tylko miał trochę mokro w gaciach. Otarł się z niewidzialnego potu i pojechał w górę windą. Potem złapał za skrzynię biegów, wypowiedział kultowe słowa „i cyk, dwójeczka”, tylko że wrzucił on trójkę i ruszył szybko przed siebie. Uczynił to tak szybko, że w jednym miejscu nawet zrobił się mały pożar, ale na szczęście obyło się bez interwencji straży, bo pożar ugasił się sam z siebie. Na samą myśl o tym, że już tam się zbliża, spowodowała, że rozbił on namiot w swoich gaciach. Po dotarciu na miejsce jeszcze cichaczem zażył trochę kocimiętki, żeby wzmocnić doznania. I stało się, Nasz Samiec Alfa przekracza drzwi Miejsca, W Których Ludzie Się Chędożą Za Pieniądze. Idzie, rozgląda się. I doszedł do dość ciekawego wniosku: „Kurde, ale tu jest ciemno”. Po czym dodał: „Pierdolę, nie będę włączał latarki, bo po chuj”. Poza specyficzną ciemnością widzi także wszędzie roznegliżowane kobiety. I Nasz Ruchacz Wszystkiego, Co Popadnie, wpadł na pomysł, że w końcu weźmie się za robotę, bo w końcu po coś on tu przyjechał… Donżuan Mruczek wszedł w jakieś losowe drzwi. Wybór, można by rzec, podjął na zasadzie rzutu kostką. I nie, wcale nie chodzi o kostkę chodnikową. Nie miał też przy sobie kostki do gry, a jedynie kostkę Rubika, która była ułożona tylko w 75%. Wszedł i wita go uwodzący głos. Wchodzi, a tam młoda dziewczyna, która swoją aparycją spowodowała, że nasz Seks-Wojażer musiał zbierać szczękę z podłogi, a ta po upadku spowodowała porozwalania zębów po ¼ pomieszczenia… Mruczek szybko rzucił się więc do zbierania zębów. I po minucie zęby były u Mruczka już na miejscu. Przemiła dziewczyna, której czasem źle z oczu patrzyło, co było spowodowane jej grymasem twarzy, jakby obrała ze skórki cytrynę i zjadła ją całą na raz, zapytała Naszego Żądnego Erotycznych Przygód Kota, czy chciałby jakiś alkohol na rozluźnienie. Poprosił o jakąś dobrą wódkę. Puścił sobie w telefonie film z grania hejnału mariackiego i zaczął konsumować swoją flaszkę. Nie minęła nawet ¼ filmu, a cała zawartość butelki, którą otrzymał nasz kot, już zdołała się znaleźć w jego brzuchu. Mruczek przez chwilę się poczuł, jakby był w jakimś innym wymiarze. Nawet twierdził, że widział jakieś pojebane stworzenia, które przypominały jakieś „abominacje ludzi”, jak on to stwierdził. Poza tym wszędzie były jakieś esy-floresy czy migające kształty w 3D, które były u niego w 3D nawet bez okularów. Sam Mruczek po tym incydencie zaczął się chwiać jak łajba na morzu podczas silnego sztormu. Po jakichś 3418923011873962820554192 pikosekundach mu przeszło. Potem zameldował swojej pani, że jest gotów do działania. Bo stwierdził, używając żargonu budowlanego, że „tę dziurę to jednak wypadałoby załatać, bo jak to tak”, po czym dodał, że nie ma odpowiednich narzędzi, tylko swój zakichany interes, który jest nieskalany. „No to co, mała, jedziemy!” – stwierdził z entuzjazmem Mruczek i podwinął rękawy w swojej wyimaginowanej koszuli. Całusek tu, całusek tam i konkretna akcja. Interes Naszego Żądnego Mocnych Doznań kota pracował niczym tłok w maszynie parowej… albo zresztą w każdej innej. Sygnałem potwierdzającym prawidłową pracę tłoka były jęki wydobywające się ze strun głosowych tymczasowej wybranki Mruczka. Ta akcja dywersyjna trwała z godzinę, po czym Mruczek, głosem prowadzącego licytacje, stwierdził „Dosyć!”. Podziękował jej za współpracę, z powrotem włożył na siebie swoje łachmany kupione w luksusowym lumpie za ½ pensji przeciętnego Polaka, uwodząco pożegnał się ze swoją służącą i w stylu Duke Nukema opuścił lokal, tj. z całej siły w nie kopnął. I nie, nie było angażowania w to organów ścigania, bo nie było tam żadnego monitoringu. Stwierdził, że ma już dość przygód i jedzie najpierw do monopolowego kupić sobie jakąś dowaloną wódę, po czym wróci do swojej skromnej willi, napierdoli się jak szpadel i pójdzie spać przy włączonym TV, gdzie pokazują niecenzuralne reklamy. Nasz gieroj wziął jakąś losową cegłę i zajebał w niej szyjkę od butelki, bo stwierdził, że „dlaczego nie”. Potem wziął sowitego łyka, w wyniku którego opróżnił ponad pół butelki, a jego beknięcie słyszała niemal cała okolica i o mało co nie doszło przez to do kataklizmu. Po tej akcji Nasz Smakosz Transparentnych Alkoholi chwiejnym ruchem udał się do gmachu swojej posiadłości, gdzie TV było już włączone, pierdolnął się na kanapę i najebany w trupa zasnął.
Mruczek twierdzi, że chciałby spróbować czegoś w życiu, czego dawno nie robił. I jego wybór padł na skorzystanie z usług, jakie oferują panie lekkich obyczajów pracujące w domach publicznych, czyli nie takich, które są prywatne, ale kto to wie… Żeby dotrzeć do najbliższego, Mruczek musiałby pokonać jakieś 1/3 kraju, żeby dotrzeć do najbliższego takiego przybytku. I wówczas stwierdził, że użyje do tego swojego nowego Lambo. Jak pomyślał, tak zrobił. Wszedł do garażu, wcisnął jakiś tam przycisk, zjechał windą dość nisko. Jego oczom ukazał się ten piękny wóz, na który wyłożył niemałą kasę. Potem Mruczek pomyślał, że ponaśladuje trochę Pudziana i o własnych siłach popchnął samochód do windy. Stwierdził, że się wcale tym nie zmęczył, tylko miał trochę mokro w gaciach. Otarł się z niewidzialnego potu i pojechał w górę windą. Potem złapał za skrzynię biegów, wypowiedział kultowe słowa „i cyk, dwójeczka”, tylko że wrzucił on trójkę i ruszył szybko przed siebie. Uczynił to tak szybko, że w jednym miejscu nawet zrobił się mały pożar, ale na szczęście obyło się bez interwencji straży, bo pożar ugasił się sam z siebie. Na samą myśl o tym, że już tam się zbliża, spowodowała, że rozbił on namiot w swoich gaciach. Po dotarciu na miejsce jeszcze cichaczem zażył trochę kocimiętki, żeby wzmocnić doznania. I stało się, Nasz Samiec Alfa przekracza drzwi Miejsca, W Których Ludzie Się Chędożą Za Pieniądze. Idzie, rozgląda się. I doszedł do dość ciekawego wniosku: „Kurde, ale tu jest ciemno”. Po czym dodał: „Pierdolę, nie będę włączał latarki, bo po chuj”. Poza specyficzną ciemnością widzi także wszędzie roznegliżowane kobiety. I Nasz Ruchacz Wszystkiego, Co Popadnie, wpadł na pomysł, że w końcu weźmie się za robotę, bo w końcu po coś on tu przyjechał… Donżuan Mruczek wszedł w jakieś losowe drzwi. Wybór, można by rzec, podjął na zasadzie rzutu kostką. I nie, wcale nie chodzi o kostkę chodnikową. Nie miał też przy sobie kostki do gry, a jedynie kostkę Rubika, która była ułożona tylko w 75%. Wszedł i wita go uwodzący głos. Wchodzi, a tam młoda dziewczyna, która swoją aparycją spowodowała, że nasz Seks-Wojażer musiał zbierać szczękę z podłogi, a ta po upadku spowodowała porozwalania zębów po ¼ pomieszczenia… Mruczek szybko rzucił się więc do zbierania zębów. I po minucie zęby były u Mruczka już na miejscu. Przemiła dziewczyna, której czasem źle z oczu patrzyło, co było spowodowane jej grymasem twarzy, jakby obrała ze skórki cytrynę i zjadła ją całą na raz, zapytała Naszego Żądnego Erotycznych Przygód Kota, czy chciałby jakiś alkohol na rozluźnienie. Poprosił o jakąś dobrą wódkę. Puścił sobie w telefonie film z grania hejnału mariackiego i zaczął konsumować swoją flaszkę. Nie minęła nawet ¼ filmu, a cała zawartość butelki, którą otrzymał nasz kot, już zdołała się znaleźć w jego brzuchu. Mruczek przez chwilę się poczuł, jakby był w jakimś innym wymiarze. Nawet twierdził, że widział jakieś pojebane stworzenia, które przypominały jakieś „abominacje ludzi”, jak on to stwierdził. Poza tym wszędzie były jakieś esy-floresy czy migające kształty w 3D, które były u niego w 3D nawet bez okularów. Sam Mruczek po tym incydencie zaczął się chwiać jak łajba na morzu podczas silnego sztormu. Po jakichś 3418923011873962820554192 pikosekundach mu przeszło. Potem zameldował swojej pani, że jest gotów do działania. Bo stwierdził, używając żargonu budowlanego, że „tę dziurę to jednak wypadałoby załatać, bo jak to tak”, po czym dodał, że nie ma odpowiednich narzędzi, tylko swój zakichany interes, który jest nieskalany. „No to co, mała, jedziemy!” – stwierdził z entuzjazmem Mruczek i podwinął rękawy w swojej wyimaginowanej koszuli. Całusek tu, całusek tam i konkretna akcja. Interes Naszego Żądnego Mocnych Doznań kota pracował niczym tłok w maszynie parowej… albo zresztą w każdej innej. Sygnałem potwierdzającym prawidłową pracę tłoka były jęki wydobywające się ze strun głosowych tymczasowej wybranki Mruczka. Ta akcja dywersyjna trwała z godzinę, po czym Mruczek, głosem prowadzącego licytacje, stwierdził „Dosyć!”. Podziękował jej za współpracę, z powrotem włożył na siebie swoje łachmany kupione w luksusowym lumpie za ½ pensji przeciętnego Polaka, uwodząco pożegnał się ze swoją służącą i w stylu Duke Nukema opuścił lokal, tj. z całej siły kopnął w drzwi. I nie, nie było angażowania w to organów ścigania, bo nie było tam żadnego monitoringu. Stwierdził, że ma już dość przygód i jedzie najpierw do monopolowego kupić sobie jakąś dowaloną wódę, po czym wróci do swojej skromnej willi, napierdoli się jak szpadel i pójdzie spać przy włączonym TV, gdzie pokazują niecenzuralne reklamy. Nasz gieroj wziął jakąś losową cegłę i zajebał w niej szyjkę od butelki, bo stwierdził, że „dlaczego nie”. Potem wziął sowitego łyka, w wyniku którego opróżnił ponad pół butelki, a jego beknięcie słyszała niemal cała okolica i o mało co nie doszło przez to do kataklizmu. Po tej akcji Nasz Smakosz Transparentnych Alkoholi chwiejnym ruchem udał się do gmachu swojej posiadłości, gdzie TV było już włączone, pierdolnął się na kanapę i najebany w trupa zasnął.


=== Impreza stulecia ===
=== Impreza stulecia ===
Mruczek lubił sobie czasem pierdolnąć coś mocnego – czy to szampana, czy to wódę, czy to swój łeb 10-kilowym młotem i obudzić się po 55 minutach, i się spytać: „Gdzie ja, kurwa, jestem?!” I co się, do chuja, stało?!”. Niestety, te pytania raczej na zawsze pozostają bez odpowiedzi, bo Mruczek zazwyczaj przebywa w swojej rezydencji sam jak palec. Nasz Imprezowy Kot dostał wiadomość, że o 16 jest ostra biba, będzie morze alkoholu, panienki i dojebana muza. Bez zastanowienia czy nawet drżenia powieką nasz uliczny zawadiaka się zgodził przyjść. Dochodzi 15, a ten koci imprezowicz już był odjebany jak kogut na otwarcie kurnika czy inny szczur na otwarcie kanału. Nawet wziął swój mikroskopijny plecak wysadzany 18-karatowym złotem i 40 mikrokryształkami diamentu wydobywanymi w Armenii przez czeczeńskiego robotnika, który pracuje na zmianach za samego siebie i który z tego tytułu dostaje podwójną pensję. Mruczek kiedyś zresztą rzekł, że kto się waży tknąć jego plecak, ten zostanie skazany na dotkliwe pobicie przez mnichów Szczaolin i dobity przez znajomych meneli, których orężem jest buteleczka ze smakowym piwem. Tę jakże ciekawą myśl spisał kamieniem na chodniku przed jednym ze sklepów monopolowych, gdzie poznał swojego porąbanego kolegę, z którym chlają tanie wina na czas i zapijają je szampanem – mówią na niego „Bimber”, bo zawsze pędzi szybciej niż Usain Bolt, gdy jest minuta do zamknięcia tego sklepu, a on musi pilnie tam coś załatwić. Dobra, wsiada w swoją furę i zapierdala na imprezę. Miał szczęście. Dotarł w jednym kawałku, jeżdżąc po drodze na dwóch kołach czy nawet dachując i wymijając samochód S.W.A.T.-u, ale udało mu się. Akurat została mu zaledwie kropla benzyny w baku, ale Mruczek, Specjalista Od Tego Typu Spraw, był gotowy na każdą ewentualność. Przynajmniej tak twierdził. Był w szoku, ile jest panien na tej inbie. Znajomi zapewnili go, że są też spore rezerwy napojów alkoholowych, które nie ograniczały się jedynie do napoju robionego z ziemniaków. Jakieś 40 minut potrwała przerwa przed inbą. A gdy ni z tego, ni z owego muza zaczęła nakurwiać jak bomby podczas wojny, Mruczek, Ten Kot Do Tańca I Do Różańca, ni się nie obejrzał i wyjebał na parkiet jak poparzony, zupełnie, jakby wezwano go do pożaru. I zaczął nakurwiać taniec co najmniej, jakby był już po jednej flaszce i dobił ją winem z piwem. Już nawet zaczął obracać jakąś panienkę i zaczęli odwalać 2-osobowego poloneza rodem ze studniówki, tylko że to nie było studniówka, tylko impreza, z której Mruczek chciał wykrzesać jak najwięcej. I wcale tu nie chodzi o stanie nad Subaru Imprezą z podniesioną maską i gdybaniem: „Hmmm… co tu się zjebało…?”. Ich taniec-wygibaniec był na tyle intensywny, że nieśli się po całej sali balowej, stoły i krzesła ledwo się trzymały, a na sali o mało nie doszło do powstania wichury. Musiano aż rozwiesić biało czerwoną taśmę (taką, jaką chociażby wieszają funkcjonariusze policji w USA, gdy działo się coś poważnego w miejscu popełnienia zbrodni). Doszły też dźwięki syreny. Takie głośne, że Mruczka wraz z jego tymczasową partnerką do tańca wyjebało z bamboszy z prędkością światła, a ich łby były po tym incydencie wbite w sufit. Odruchowo pomyślał, czy czasem znowu Jaruzelski nie ocknął się z grobu i nie wprowadził stanu wyjątkowego na terenie całego kraju. Ale postanowił, że nie ma czym się przejmować, bo ten panicz już dawno gryzie kwiaty od spodu. Odetchnął z ulgą i sobie tak wisiał, i myślał, jak stąd, kurde, zejść… I postanowił, że w obecnej sytuacji zaczną tańczyć. Ich nogi wiły się odstające od sufitu jak macki Krakena. Sufit zaczął pękać coraz bardziej i bardziej… Aż w końcu ten kawałek nie wytrzymał i pierdolnął z takim impetem w podłogę, że nie dość, że ją rozjebał na czynniki pierwsze, to ten huk jebnięcia był jeszcze słyszany na sąsiedniej wsi oddalonej o ok. 10 km, w której asfalt na noc zwijają. I wówczas w tej wsi narobiło się teorii spiskowych czy innych miejskich legend, że pewnie kosmici postanowili znowu odwiedzić Ziemian, ale pewnie nie wyszło im lądowanie UFO. No cóż, bywa. Dobra, Mruczek, Nasz Mistrz Stepowania I Mistrz Tańca-Wygibańca, skończył z jedną panienką i wziął się za drugą. W międzyczasie opowiedział jej, jak to ciężko nie pracował, gdy był zatrudniony jako pracownik w ubojni dzików we Włoszech, gdzie dokonywał eutanazji na żubrach, czy jak nie wypompowywał wody wiadrami z zestawu do zabawy w piaskownicy, gdy była poważna powódź w jednym hiszpańskim mieście, gdzie znaczna część miasta była zalana i mieszkańcy nie mieli bieżącej wody czy prądu. Wówczas Nasz Operator Wiaderka pracował wydajniej niż jakakolwiek elektrownia wiatrowa. Pani była pod wrażeniem do tego stopnia, że była strasznie dumna z naszego herosa, pocałowała go, po czym zemdlała, i musiała ją zabrać karetka. Reanimacja nie pomogła. No nic to, Mruczek zaczął wyrywać tym razem 2 panienki, bo nagle temu skurczonemu bykowi się zachciało trójkąta. I wówczas Nasz Milord Mruczek, Król Imprezy, Na Której W Sumie Nic Szczególnego Się Nie Działo, zagadał do nich: „Moje panie, a opowiadałem wam, jak było 5 typa, którzy bili bezdomnego, a ja ich otoczyłem?”, po czym dodał: „Bo wiecie, jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to o pieniądze, a ten brodaty menel miał w chuj hajsu, a że widziałem, że coś tu się będzie kroiło, to musiałem szybko zareagować. Oni zostali powaleni jak Najman na ringu, a ja wziąłem wszystko dla siebie i ulotniłem się stamtąd tak szybko, jak się zjawiłem”. Dziewczyny były zafascynowane. Chuj z tym, że pewnie zmyśla, ale opowiadał to bardzo ciekawie. I jak potem nie zaczął odstawiać jakichś akrobacji jak zawodniczki podczas prezentacji swoich umiejętności podczas łyżwiarstwa figurowego. Było go, a w sumie to ich, wszędzie pełno – na stole, na ścianach, nawet na suficie czy na żyrandolach. Dziewczyny powiedziały, że mają już dość wrażeń i że chcą odpocząć. Mruczek, Imprezowy Panienkowy Obracacz, który był już lekko wstawiony, a pił jedynie wodę z syfonu, stwierdził, że „kuuurrrwa, trzeba tutaj małej zmiany…”. I wtedy co sił w płucach ryknął: „EKIPA, KURWA, NAPIERDALAAAAAMYYYYY!!!”. Kapela odczytała to jako to, że Mruczek zażyczył sobie dubstepu, więc każdy członek wyjął po 2 potężne wiertarki z udarem, które kupili w oddalonym o 20 km sklepie budowlanym. I wszyscy zaczęli wiercić w losowych miejscach. Chuj, że sala bankietowa była już potężnie rozjebana, jakby gościem specjalnym miał być Hulk Hogan, ale impreza trwała dalej. Wszystkie niewiasty i mężczyźni bawili się w najlepsze, i każdy miał wyjebane w to, że jakiś tam kawałek ściany został zburzony czy to, że w podłodze jest dziura 5x5 m. Mruczek przez chwilę tańczył sam, a po 15 minutach stwierdził, że pierdoli to wszystko i poszedł pilnować stołu, by nikt nie zajebał chociażby tego kawałka plastiku do wkładania serwetek, który był zresztą przyspawany do stołu. Mruczek postanowił, że będzie pełnił tutaj funkcję opróżniacza alkoholi. Jego łupem padło 80% niedopitych flaszek czy płyn do mycia okien, który ktoś zapomniał sprzątnąć. Minęło paręnaście minut, a Mruczek stwierdził, że będzie rzygać jak kot. Jak już z jego paszczy wyciekł strumień rzygów, wszyscy mu gratulowali, bo zrzygał się prosto do dziury, która była wydrążona krótko po tym, jak zaczęła się ta cała inba. Po rzygającym potoku Mruczek odpłynął i dopiero ekipa sprzątająca go sprzątnęła, bo prawie się zbliżał koniec tej jakże ciekawej inby, a Mruczka nie szło obudzić, a chrapał tak intensywnie, że nie dość, że jego chrapanie niosło za sobą wibracje po całym budynku, więc był darmowy masaż dla wszystkich członków imprezy i przemieszczanie się niemalże wszystkich przedmiotów siłą woli, to jeszcze nawet Nasz Zawodowy Tancerz nie ruszył się o milimetr. Nawet defibrylacja czy reanimacja wystającymi ze ściany przewodami tu gówno zdziałała. Gdy Nasz Król Imprezy sobie smacznie kimał, w międzyczasie uczestnicy imprezy sobie urządzili serię różnych zabaw, w których m.in. rzucali naszym kocim imprezowiczem, a ten sobie smacznie przebywał w objęciach Morfeusza. Ekipa sprzątająca sprzątnęła go jak worek ziemniaków, a Mruczek ocknął się dopiero obok swojego auta 2 dni później. Nasz koci bohater był zdezorientowany. Nic nie słyszał, wszystko jakby ucichło, po czym stwierdził, że chuj, jedzie na chatę. Wsiadł w swoje Lambo i z prędkością warpową zaczął udawać się w kierunku swojego królestwa. Wysiadł i do niewidzialnej kamery powiedział, pokazując gest „ok”: „Nie ma to jak u siebie”, po czym pierdolnął się na ziemię, leżąc na brzuchu, 10 metrów od swojej chaty, ale na jej terenie. Zrobił to tak intensywnie, że jego morda odcisnęła się na jego własnej posesji.
Mruczek lubił sobie czasem pierdolnąć coś mocnego – czy to szampana, czy to wódę, czy to swój łeb 10-kilowym młotem i obudzić się po 55 minutach, i się spytać: „Gdzie ja, kurwa, jestem?!” I „Co się, do chuja, stało?!”. Niestety, te pytania raczej na zawsze pozostają bez odpowiedzi, bo Mruczek zazwyczaj przebywa w swojej rezydencji sam jak palec. Nasz Imprezowy Kot dostał wiadomość, że o 16 jest ostra biba, będzie morze alkoholu, panienki i dojebana muza. Bez zastanowienia czy nawet drżenia powieką nasz uliczny zawadiaka się zgodził przyjść. Dochodzi 15, a ten koci imprezowicz już był odjebany jak kogut na otwarcie kurnika czy inny szczur na otwarcie kanału. Nawet wziął swój mikroskopijny plecak wysadzany 18-karatowym złotem i 40 mikrokryształkami diamentu wydobywanymi w Armenii przez czeczeńskiego robotnika, który pracuje na zmianach za samego siebie i który z tego tytułu dostaje podwójną pensję. Mruczek kiedyś zresztą rzekł, że kto się waży tknąć jego plecak, ten zostanie skazany na dotkliwe pobicie przez mnichów Szczaolin i dobity przez znajomych meneli, których orężem jest buteleczka ze smakowym piwem. Tę jakże ciekawą myśl spisał kamieniem na chodniku przed jednym ze sklepów monopolowych, gdzie poznał swojego porąbanego kolegę, z którym chlają tanie wina na czas i zapijają je szampanem – mówią na niego „Bimber”, bo zawsze pędzi szybciej niż Usain Bolt, gdy jest minuta do zamknięcia tego sklepu, a on musi pilnie tam coś załatwić. Dobra, wsiada w swoją furę i zapierdala na imprezę. Miał szczęście. Dotarł w jednym kawałku, jeżdżąc po drodze na dwóch kołach czy nawet dachując i wymijając samochód S.W.A.T.-u, ale udało mu się. Akurat została mu zaledwie kropla benzyny w baku, ale Mruczek, Specjalista Od Tego Typu Spraw, był gotowy na każdą ewentualność. Przynajmniej tak twierdził. Był w szoku, ile jest panien na tej inbie. Znajomi zapewnili go, że są też spore rezerwy napojów alkoholowych, które nie ograniczały się jedynie do napoju robionego z ziemniaków. Jakieś 40 minut potrwała przerwa przed inbą. A gdy ni z tego, ni z owego muza zaczęła nakurwiać jak bomby podczas wojny, Mruczek, Ten Kot Do Tańca I Do Różańca, ni się nie obejrzał i wyjebał na parkiet jak poparzony, zupełnie, jakby wezwano go do pożaru. I zaczął nakurwiać taniec co najmniej, jakby był już po jednej flaszce i dobił ją winem z piwem. Już nawet zaczął obracać jakąś panienkę i zaczęli odwalać 2-osobowego poloneza rodem ze studniówki, tylko że to nie było studniówka, tylko impreza, z której Mruczek chciał wykrzesać jak najwięcej. I wcale tu nie chodzi o stanie nad Subaru Imprezą z podniesioną maską i gdybaniem: „Hmmm… co tu się zjebało…?”. Ich taniec-wygibaniec był na tyle intensywny, że nieśli się po całej sali balowej, stoły i krzesła ledwo się trzymały, a na sali o mało nie doszło do powstania wichury. Musiano aż rozwiesić biało czerwoną taśmę (taką, jaką chociażby wieszają funkcjonariusze policji w USA, gdy działo się coś poważnego w miejscu popełnienia zbrodni). Doszły też dźwięki syreny. Takie głośne, że Mruczka wraz z jego tymczasową partnerką do tańca wyjebało z bamboszy z prędkością światła, a ich łby były po tym incydencie wbite w sufit. Odruchowo pomyślał, czy czasem znowu Jaruzelski nie ocknął się z grobu i nie wprowadził stanu wyjątkowego na terenie całego kraju. Ale postanowił, że nie ma czym się przejmować, bo ten panicz już dawno gryzie kwiaty od spodu. Odetchnął z ulgą i sobie tak wisiał, i myślał, jak stąd, kurde, zejść… I postanowił, że w obecnej sytuacji zaczną tańczyć. Ich nogi wiły się odstające od sufitu jak macki Krakena. Sufit zaczął pękać coraz bardziej i bardziej… Aż w końcu ten kawałek nie wytrzymał i pierdolnął z takim impetem w podłogę, że nie dość, że ją rozjebał na czynniki pierwsze, to ten huk jebnięcia był jeszcze słyszany na sąsiedniej wsi oddalonej o ok. 10 km, w której asfalt na noc zwijają. I wówczas w tej wsi narobiło się teorii spiskowych czy innych miejskich legend, że pewnie kosmici postanowili znowu odwiedzić Ziemian, ale pewnie nie wyszło im lądowanie UFO. No cóż, bywa. Dobra, Mruczek, Nasz Mistrz Stepowania I Mistrz Tańca-Wygibańca, skończył z jedną panienką i wziął się za drugą. W międzyczasie opowiedział jej, jak to ciężko nie pracował, gdy był zatrudniony jako pracownik w ubojni dzików we Włoszech, gdzie dokonywał eutanazji na żubrach, czy jak nie wypompowywał wody wiadrami z zestawu do zabawy w piaskownicy, gdy była poważna powódź w jednym hiszpańskim mieście, gdzie znaczna część miasta była zalana i mieszkańcy nie mieli bieżącej wody czy prądu. Wówczas Nasz Operator Wiaderka pracował wydajniej niż jakakolwiek elektrownia wiatrowa. Pani była pod wrażeniem do tego stopnia, że była strasznie dumna z naszego herosa, pocałowała go, po czym zemdlała, i musiała ją zabrać karetka. Reanimacja nie pomogła. No nic to, Mruczek zaczął wyrywać tym razem 2 panienki, bo nagle temu skurczonemu bykowi się zachciało trójkąta. I wówczas Nasz Milord Mruczek, Król Imprezy, Na Której W Sumie Nic Szczególnego Się Nie Działo, zagadał do nich: „Moje panie, a opowiadałem wam, jak było 5 typa, którzy bili bezdomnego, a ja ich otoczyłem?”, po czym dodał: „Bo wiecie, jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to o pieniądze, a ten brodaty menel miał w chuj hajsu, a że widziałem, że coś tu się będzie kroiło, to musiałem szybko zareagować. Oni zostali powaleni jak Najman na ringu, a ja wziąłem wszystko dla siebie i ulotniłem się stamtąd tak szybko, jak się zjawiłem”. Dziewczyny były zafascynowane. Chuj z tym, że pewnie zmyśla, ale opowiadał to bardzo ciekawie. I jak potem nie zaczął odstawiać jakichś akrobacji jak zawodniczki podczas prezentacji swoich umiejętności podczas łyżwiarstwa figurowego. Było go, a w sumie to ich, wszędzie pełno – na stole, na ścianach, nawet na suficie czy na żyrandolach. Dziewczyny powiedziały, że mają już dość wrażeń i że chcą odpocząć. Mruczek, Imprezowy Panienkowy Obracacz, który był już lekko wstawiony, a pił jedynie wodę z syfonu, stwierdził, że „kuuurrrwa, trzeba tutaj małej zmiany…”. I wtedy co sił w płucach ryknął: „EKIPA, KURWA, NAPIERDALAAAAAMYYYYY!!!”. Kapela odczytała to jako to, że Mruczek zażyczył sobie dubstepu, więc każdy członek wyjął po 2 potężne wiertarki z udarem, które kupili w oddalonym o 20 km sklepie budowlanym. I wszyscy zaczęli wiercić w losowych miejscach. Chuj, że sala bankietowa była już potężnie rozjebana, jakby gościem specjalnym miał być Hulk Hogan, ale impreza trwała dalej. Wszystkie niewiasty i mężczyźni bawili się w najlepsze, i każdy miał wyjebane w to, że jakiś tam kawałek ściany został zburzony czy to, że w podłodze jest dziura 5x5 m. Mruczek przez chwilę tańczył sam, a po 15 minutach stwierdził, że pierdoli to wszystko i poszedł pilnować stołu, by nikt nie zajebał chociażby tego kawałka plastiku do wkładania serwetek, który był zresztą przyspawany do stołu. Mruczek postanowił, że będzie pełnił tutaj funkcję opróżniacza alkoholi. Jego łupem padło 80% niedopitych flaszek czy płyn do mycia okien, który ktoś zapomniał sprzątnąć. Minęło paręnaście minut, a Mruczek stwierdził, że będzie rzygać jak kot. Jak już z jego paszczy wyciekł strumień rzygów, wszyscy mu gratulowali, bo zrzygał się prosto do dziury, która była wydrążona krótko po tym, jak zaczęła się ta cała inba. Po rzygającym potoku Mruczek odpłynął i dopiero ekipa sprzątająca go sprzątnęła, bo prawie się zbliżał koniec tej jakże ciekawej inby, a Mruczka nie szło obudzić, a chrapał tak intensywnie, że nie dość, że jego chrapanie niosło za sobą wibracje po całym budynku, więc był darmowy masaż dla wszystkich członków imprezy i przemieszczanie się niemalże wszystkich przedmiotów siłą woli, to jeszcze nawet Nasz Zawodowy Tancerz nie ruszył się o milimetr. Nawet defibrylacja czy reanimacja wystającymi ze ściany przewodami tu gówno zdziałała. Gdy Nasz Król Imprezy sobie smacznie kimał, w międzyczasie uczestnicy imprezy sobie urządzili serię różnych zabaw, w których m.in. rzucali naszym kocim imprezowiczem, a ten sobie smacznie przebywał w objęciach Morfeusza. Ekipa sprzątająca sprzątnęła go jak worek ziemniaków, a Mruczek ocknął się dopiero obok swojego auta 2 dni później. Nasz koci bohater był zdezorientowany. Nic nie słyszał, wszystko jakby ucichło, po czym stwierdził, że chuj, jedzie na chatę. Wsiadł w swoje Lambo i z prędkością warpową zaczął udawać się w kierunku swojego królestwa. Wysiadł i do niewidzialnej kamery powiedział, pokazując gest „ok”: „Nie ma to jak u siebie”, po czym pierdolnął się na ziemię, leżąc na brzuchu, 10 metrów od swojej chaty, ale na jej terenie. Zrobił to tak intensywnie, że jego morda odcisnęła się na jego własnej posesji.


=== I to by było na tyle ===
=== I to by było na tyle ===