Źródła:Wielki Mruczkowy Random - Powrót w wielkim stylu: Różnice pomiędzy wersjami

xD
(Poprawki.)
(xD)
 
Linia 23: Linia 23:


=== „Nie ufaj nikomu” ===
=== „Nie ufaj nikomu” ===
Jego kolega był fanatykiem dzwonienia do wróżek i opowiadania im historii ze swojego życia. Na antenie opowiadał o swoim podwójnym życiu, podczas gdy w rzeczywistości przełączał się między swoimi osobistościami, jak to się robi w GTA V, gdy wyświetli się koło przełączania postaci. Pochwalił się również swoimi zainteresowaniami, jakimi jest trenowanie robaka na plaży czy smarowanie kanapek po obu stronach masłem. Miał również zainteresowania ekstremalne, takie jak granie w pokera ze samym sobą czy wyrywanie nosów w nosie liną do holowania okrętów. Był też wykładowcą w Biedrze, gdzie wykładał proszki do prania na dziale z alkoholami. Zdobył też cenną wiedzę na temat, z czego zbudowana jest dzida. Odpowiedź jest prosta: „przeddzidzia, śróddzidzia i zadzidzia dzidy”. W nagrodę dostał złotą dzidę, jednak tak naprawdę nie była ona złota, tylko była miedziana, jednak jakiś głupi ciul popryskał ją farbą akrylową w złotym kolorze, która była prawdopodobnie made in China. Za ten wybryk gościu dostał awans w postaci wyjebania go z hukiem na bruk, jednak wszystko odbyło się bezgłośnie. Kolega ten lubił dzielić się ze Swoim Naj Ziomkiem I Specjalistą Od Spraw Wszelakich, Drem Prof. Mruczkiem. On udzielił mu wspaniałej porady w zakresie ogrodnictwa: „Jeśli zasadzisz wiosną fiołki, to wyrosną ci żonkile, ale będą wyglądały jak przebiśniegi, tylko że to tak naprawdę będą bratki, mój bratku”. Wygrał on również konkurs w nic nierobieniu, w którym zajął aż 12. miejsce. Był też zawodowym testerem łóżek w Ikei, tylko że niestety wywalili go za przycinanie sobie w robocie komara. Ponoć było też tak, że pasierbica jego brata ciotecznego od strony szwagra jego dalekiego wujka była wróżbitką, a że z nią się lubił cimcirimcim, to wiadomo, co potem z tego wynikło… Ekspert Od Spraw Życiowych Mruczek tak sobie nawijał ze swoim kumplem makaron na uszy, że stwierdził, iż można by z niego zrobić spaghetti, tylko że nie było sosu. Niedługo potem Mruczek, magister ds. klaskania uszami o podłogę, poprosił swojego wspaniałego koleżkę, żeby mu przedstawił, jakie dzikie harce urządza sobie z tymi paniami, które udają, że pomagają ludziom w potrzebie, a tak naprawdę to tylko zdzierają hajs, który można by było wydać na dużo ciekawszy sposób, np. można by było kupić specjalność Szefa Kuchni Mruczka – rożno z kurczaka. Podobno palce lizać (i ssać!). Jest młoda godzina, jakaś 2 w nocy, TV robi pyk, siadają wygodnie na najtańszych drewniakach kupionych na jakimś szrocie albo zajebanych z pobliskiego śmietnika i raczą się seansem. Kolega łapie za telefon, wykręca numer podany na ekranie. Co ciekawe, numer podany na ekranie zaczynał się od 0 700, ale że jego zajęcie to napierdzielanie w automaty, gdzie układa się ananasy w jednej linii czy inne pomarańcze, to zapewnił Mruczka, że kasy mu nie zabraknie. Udało się! Dodzwonił się do studia. I zaczęła się rozmowa: „Dzień dobry, wróżka Mea, z kim mam przyjemność?” – rozpoczęła rozmowę jakże pomocna osoba, której nie wiadomo, za co płacą… Na co kolega się odezwał: „A bo widzi pani, chciałbym znowu pogadać o życiu, nie widzieliśmy się jakieś 8 dni, co dla mnie jest jak 5 lat”. Na co wróżka odpowiedziała mu: „Dobrze, cieszę się. To co teraz od ciebie usłyszę?” – zapytała uradowana kitowciskaczka na poziomie zaawansowanym. „A bo widzi pani, se wstałem kurde rano, nie, poszedłem se, kurna, do kibla i strzeliłem se takiego kloca, że petarda FP3 to jest przy tym jedno wielkie nic. Nigdy nie wolno zapijać hot-dogów Domestosem, pamięta pani!” – przestrzegł kolega, opowiadając swoją jakże ciekawą historyjkę, które czasem sprzedaje menelixom przebywającym w miejscu schadzek, zwanym także „ławeczką”. Na co babsztyl w telewizorni potwierdził, że „aha, spoko, dobra, rozumiem”. Kolega kontynuował: „I ostatnio byłem na takiej inbie, że musieli mnie we 4 wnosić do taksy, bo ja nic nie widziałem, nie mówiąc już o ludzkich twarzach. Nic nie słyszałem też, jedynie jakieś szmery. Nawet syrena ręczna, którą by było słychać z odległości 5 km, by mnie nie zaskoczyła.”. „To zaiście ciekawe” – stwierdziła kobieta, która zarabia gruby hajs za wciskanie swojej propagandy na antenie w godzinach nocnych. „Dobra, pani, tylko zadzwoniłem, bo wie pani, jak ja panią, kurka, uwielbiam. Śni mi się pani po nocach i w ogóle!” – oznajmia z zadowoleniem w głosie kompan Mruczka. „Aha, no to się bardzo cieszę. Na pewno nic nie chce się pan dowiedzieć o swojej przyszłości?” – dopytała się ciekawska baba, której „praca” polega na oszukiwaniu swoich rozmówców i która jeszcze za to dostaje zielone. „Nie chcę, dzięki, bajo” – powiedział niezastąpiony towarzysz Mruczka, kończąc połączenie. „No i widzisz, morda? Tak to się odbywa!” – rzekł. „Ja pierdolę, stary, wy to niedługo będziecie rówieśnicy!” – odpowiedział będący pod wrażeniem Prof. rehabilitowany Mruczek. Ponieważ była w chuj późna godzina, a kumplowi się nie chciało wracać, stwierdził, że zostaje u swojego Mistrza Wszystkiego I Niczego, po czym w stylu Adama Małysza pierdolnął się na podłogę i usnął.
Jego kolega był fanatykiem dzwonienia do wróżek i opowiadania im historii ze swojego życia. Na antenie opowiadał o swoim podwójnym życiu, podczas gdy w rzeczywistości przełączał się między swoimi osobistościami, jak to się robi w GTA V, gdy wyświetli się koło przełączania postaci. Pochwalił się również swoimi zainteresowaniami, jakimi jest trenowanie robaka na plaży czy smarowanie kanapek po obu stronach masłem. Miał również zainteresowania ekstremalne, takie jak granie w pokera ze samym sobą czy wyrywanie włosów w nosie liną do holowania okrętów. Był też wykładowcą w Biedrze, gdzie wykładał proszki do prania na dziale z alkoholami. Zdobył też cenną wiedzę na temat, z czego zbudowana jest dzida. Odpowiedź jest prosta: „przeddzidzia, śróddzidzia i zadzidzia dzidy”. W nagrodę dostał złotą dzidę, jednak tak naprawdę nie była ona złota, tylko była miedziana, jednak jakiś głupi ciul popryskał ją farbą akrylową w złotym kolorze, która była prawdopodobnie made in China. Za ten wybryk gościu dostał awans w postaci wyjebania go z hukiem na bruk, jednak wszystko odbyło się bezgłośnie. Kolega ten lubił dzielić się ze Swoim Naj Ziomkiem I Specjalistą Od Spraw Wszelakich, Drem Prof. Mruczkiem. On udzielił mu wspaniałej porady w zakresie ogrodnictwa: „Jeśli zasadzisz wiosną fiołki, to wyrosną ci żonkile, ale będą wyglądały jak przebiśniegi, tylko że to tak naprawdę będą bratki, mój bratku”. Wygrał on również konkurs w nic nierobieniu, w którym zajął aż 12. miejsce. Był też zawodowym testerem łóżek w Ikei, tylko że niestety wywalili go za przycinanie sobie w robocie komara. Ponoć było też tak, że pasierbica jego brata ciotecznego od strony szwagra jego dalekiego wujka była wróżbitką, a że z nią się lubił cimcirimcim, to wiadomo, co potem z tego wynikło… Ekspert Od Spraw Życiowych Mruczek tak sobie nawijał ze swoim kumplem makaron na uszy, że stwierdził, iż można by z niego zrobić spaghetti, tylko że nie było sosu. Niedługo potem Mruczek, magister ds. klaskania uszami o podłogę, poprosił swojego wspaniałego koleżkę, żeby mu przedstawił, jakie dzikie harce urządza sobie z tymi paniami, które udają, że pomagają ludziom w potrzebie, a tak naprawdę to tylko zdzierają hajs, który można by było wydać na dużo ciekawszy sposób, np. można by było kupić specjalność Szefa Kuchni Mruczka – rożno z kurczaka. Podobno palce lizać (i ssać!). Jest młoda godzina, jakaś 2 w nocy, TV robi pyk, siadają wygodnie na najtańszych drewniakach kupionych na jakimś szrocie albo zajebanych z pobliskiego śmietnika i raczą się seansem. Kolega łapie za telefon, wykręca numer podany na ekranie. Co ciekawe, numer podany na ekranie zaczynał się od 0 700, ale że jego zajęcie to napierdzielanie w automaty, gdzie układa się ananasy w jednej linii czy inne pomarańcze, to zapewnił Mruczka, że kasy mu nie zabraknie. Udało się! Dodzwonił się do studia. I zaczęła się rozmowa: „Dzień dobry, wróżka Mea, z kim mam przyjemność?” – rozpoczęła rozmowę jakże pomocna osoba, której nie wiadomo, za co płacą… Na co kolega się odezwał: „A bo widzi pani, chciałbym znowu pogadać o życiu, nie widzieliśmy się jakieś 8 dni, co dla mnie jest jak 5 lat”. Na co wróżka odpowiedziała mu: „Dobrze, cieszę się. To co teraz od ciebie usłyszę?” – zapytała uradowana kitowciskaczka na poziomie zaawansowanym. „A bo widzi pani, se wstałem kurde rano, nie, poszedłem se, kurna, do kibla i strzeliłem se takiego kloca, że petarda FP3 to jest przy tym jedno wielkie nic. Nigdy nie wolno zapijać hot-dogów Domestosem, pamięta pani!” – przestrzegł kolega, opowiadając swoją jakże ciekawą historyjkę, które czasem sprzedaje menelixom przebywającym w miejscu schadzek, zwanym także „ławeczką”. Na co babsztyl w telewizorni potwierdził, że „aha, spoko, dobra, rozumiem”. Kolega kontynuował: „I ostatnio byłem na takiej inbie, że musieli mnie we 4 wnosić do taksy, bo ja nic nie widziałem, nie mówiąc już o ludzkich twarzach. Nic nie słyszałem też, jedynie jakieś szmery. Nawet syrena ręczna, którą by było słychać z odległości 5 km, by mnie nie zaskoczyła.”. „To zaiście ciekawe” – stwierdziła kobieta, która zarabia gruby hajs za wciskanie swojej propagandy na antenie w godzinach nocnych. „Dobra, pani, tylko zadzwoniłem, bo wie pani, jak ja panią, kurka, uwielbiam. Śni mi się pani po nocach i w ogóle!” – oznajmia z zadowoleniem w głosie kompan Mruczka. „Aha, no to się bardzo cieszę. Na pewno nic nie chce się pan dowiedzieć o swojej przyszłości?” – dopytała się ciekawska baba, której „praca” polega na oszukiwaniu swoich rozmówców i która jeszcze za to dostaje zielone. „Nie chcę, dzięki, bajo” – powiedział niezastąpiony towarzysz Mruczka, kończąc połączenie. „No i widzisz, morda? Tak to się odbywa!” – rzekł. „Ja pierdolę, stary, wy to niedługo będziecie rówieśnicy!” – odpowiedział będący pod wrażeniem Prof. rehabilitowany Mruczek. Ponieważ była w chuj późna godzina, a kumplowi się nie chciało wracać, stwierdził, że zostaje u swojego Mistrza Wszystkiego I Niczego, po czym w stylu Adama Małysza pierdolnął się na podłogę i usnął.


Na następny dzień w pewnej firmie trwała ostra, wręcz zażarta debata na temat, że fortepian da się zasłonić, ale słonia nie da się już zafortepianić. Szef miał już sobie wziąć chorobowe, bo takich pierdół, jakie wygadują jego podwładni, to nie słyszał od dekad. W wyniku tej debaty pracę straciło ponad 60 osób, a 3 popełniły samobójstwo. Przy okazji 1 z nich trafiła do kicia za przekręty finansowe. Niestety, firma nie zapewniła kompletu 30 podgrzewanych gaci ani 30 par skarpet sprowadzanych prosto z północnego Kongo, gdzie robotnicy robią tam skarpety z włókien roślinnych, które wyglądają jak nici, ale to są tak naprawdę włókna roślinne.
Na następny dzień w pewnej firmie trwała ostra, wręcz zażarta debata na temat, że fortepian da się zasłonić, ale słonia nie da się już zafortepianić. Szef miał już sobie wziąć chorobowe, bo takich pierdół, jakie wygadują jego podwładni, to nie słyszał od dekad. W wyniku tej debaty pracę straciło ponad 60 osób, a 3 popełniły samobójstwo. Przy okazji 1 z nich trafiła do kicia za przekręty finansowe. Niestety, firma nie zapewniła kompletu 30 podgrzewanych gaci ani 30 par skarpet sprowadzanych prosto z północnego Kongo, gdzie robotnicy robią tam skarpety z włókien roślinnych, które wyglądają jak nici, ale to są tak naprawdę włókna roślinne.